Znajoma wczoraj kupiła. Zapisała się na Krakowskim Przedmieściu 2 lata temu - od tego momentu cisza. Wczoraj weszła do salonu na Placu Trzech Krzyży i …. model na który czekała, leżał sobie po prostu do kupienia z ulicy. Biła się chwilę z myślami, bo sprawdzaliśmy ile kosztuje ten model u mnie. W Polsce 51 400 zł, we Włoszech 11 300 euro. W końcu się zdecydowała dać zarobić kantorowi Kruka, bo nie chciała znowu długo czekać na zegarek w innym kraju.
Powiedzcie, jak to jest że klient czeka na zegarek, a w obrębie jednego miasta, u tego samego dystrybutora, w salonie niedaleko jest on dostępny od ręki. To oni się w ogóle komunikują ze sobą? Nie mają bazy i salon z Krakowskiego nie widzi, że dwa kilometry dalej dany model jest dostępny i nie dzwoni do klientki czekającej już dwa lata że dany model można kupić? Ja nic z tej polityki Kruka nie rozumiem.