Ja z banku pamiętam, że na zegarkach nie znał się praktycznie nikt, ale na metki ubrań zwracano uwagę - tak ma polska klasa średnia. Natomiast dość duże zdziwienie wywołał pierwszy włoski prezes, który gdy przybył do Warszawy, od razu zapytał o adres dobrego krawca, ale nie gwiazdy, u którego zamówił garnitury. Polacy managerowie się dziwili, że nie kupuje gotowych w sklepie, np. w Zegnie. Jeśli metki nie widać, to co to za luksus? No ale to było 25 lat temu, inne czasy (chyba).