Jak bardzo człowiek potrzebuje wierzyć, że coś w jego życiu ma sens..? Nawet, jeśli musi sobie zbudować iluzję i potem przez lata podtrzymywać ją przy życiu..? Jak łatwo pomylić iluzję z czymś realnym..? Albo odwrotnie..?
Czas nie za bardzo leczy. Raczej konserwuje. Utrwala pewne rzeczy, ale nie dlatego, że są prawdziwe, tylko dlatego, że ktoś bardzo nie chce ich odpuścić. I im dłużej to trwa, tym trudniej odróżnić uczucie od przyzwyczajenia, decyzje od przypadku, a pamięć od projekcji.
Czysta, bezinteresowna miłość..? Potrzeba, samotność, upór, oszukiwanie samego siebie..? Pod tą całą „wielką historią” kryje się coś, co każdy w jakimś stopniu zna, tylko niekoniecznie chce nazwać wprost, bez ozdobników.
Ta książka podważa jedną z najbardziej komfortowych bajek, jakie sobie opowiadamy. I zostawia przestrzeń, w której samemu trzeba zdecydować, czy patrzy się na coś autentycznego i wielkiego, czy na dobrze wykreowaną fikcję. I to jest ważne, bo większość historii robi odwrotnie: prowadzi za rękę i mówi, co czuć i myśleć. Tu tak nie jest i może to jest największa siła tej książki.