W studiu Canal+ pełen zachwyt - Legia jest wspaniała, bo Rzeźniczak szczerze mówi o tym, jak wiele ją dzieli od standardów Ligi Mistrzów. Dzisiaj znajomy-kibic Legii, pytał mnie, czy oglądam mecze Ekstraklasy. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że bardzo sporadycznie oglądam (muszę się wtedy wyjątkowo nudzić lub, ewentualnie, przypadkowo przełączyć na kanał, na którym coś tam transmitują i być w stanie zbyt wielkiego lenistwa, aby przełączyć na inny kanał - zdarza mi się to niekiedy), ponieważ mnie to męczy. Wolę obejrzeć mecz Championship albo np. ostatniej i przedostatniej drużyny ligi włoskiej. Najbardziej męczy mnie w tym to, że ci "piłkarze" z reguły po prostu nie potrafią grać w piłkę. Nie mają podstaw techniki - przyjęcia, opanowania piłki, dryblingu, strzału, itd. A kiedy oglądam drużynę outsiderów ligi włoskiej, czy hiszpańskiej, widzę zawodników, którzy różnie sobie radzą, ale mają SOLIDNE PODSTAWY I RZEMIOSŁO. Zastanawia więc, słusznie, wielu fanów piłki w PL, za co taki Czerwiński, czy inny Jodłowiec pobierają tak wysokie wynagrodzenia, jakie pobierają. Przecież to absurd. A jeszcze większy absurd to jarać się ich "popisami" - dzisiaj widzieliśmy m.in., jak obrońca, od którego najbliższy piłkarz Sportingu przebywał w odległości ok. 5 metrów, ze strachu, zdając sobie sprawę, że jest łajzą, której piłka zaraz może odskoczyć w kompletnie nieprzewidzianym kierunku, wywalił ją na rzut rożny. Bez żadnego realnego zagrożenia. Obrońca AKTUALNEGO składu IPSWICH TOWN przyjąłby, obróciłby się i wyje...ł loba na drugą stronę boiska, pewnie celnie, do swojego pomocnika. "Podziwiam" fanów, którym chce się za to płacić, kłócić się (albo i bić) o te zbieraniny patałachów i tworzyć wokół tego jakiś schizokult. Koniec tego odcinka moich "refleksji pomeczowych"...