Moim zdaniem bierze się to po części z tego, że marka ma słaby i w dodatku niezbyt spójny przekaz i marketing. Istniała kiedyś, potem upadła, przez długi czas była praktycznie martwa, aż chwilę temu prawa do niej kupili Chińczycy. Ich opowieść generalnie skupia się na początkach, czyli przełomie XIX i XX wieku i związkach z koleją, których to związków dzisiaj nie ma chyba żadnych, a szkoda (jeśli ktoś trafił na jakieś materiały dotyczące takowych, to chętnie się douczę). Próbowali się za to reklamować związkiem z górami i ogólnie przygodami - stąd polskim ambasadorem został Adam Bielecki. Dodatkowo design większości modeli jest delikatnie mówiąc taki se, choć to wiadomo - rzecz gustu, mnie z ich oferty podobają się te najniższe linie modelowe - Fireman i Victory - oraz Aero GMT. A umówmy się, że chętnych na modele z wielkimi cyframi ułożonymi z pałeczek z trytem będzie jednak mniej niż na klasykę. Do tego różne dziwne modele, typu to GMT, gdzie indeksów na obwodzie tarczy jest więcej niż minut w godzinie.
Adres w Szwajcarii niby mają, Google pokazuje w tym miejscu stary, mały biurowiec. Na żywo nie widziałem, może się przy jakiejś okazji wybiorę, ale jeśli jest tam faktycznie ich siedziba i wygląda to lepiej, niż na zdjęciach, to zarządzając taką marką zadbałbym o to, aby szukajacy trafili na aktualne zdjęcia fabryki / biura.
Nie chciałbym być źle zrozumiany, bo to świetnie wykonane zegarki, a o samej marce bardzo dobrze świadczy fakt, że ta jakość jest utrzymywana na wysokim poziomie w każdej linii, od najniższej do najwyższej, a to wcale nie jest standardem w przemyśle zegarkowym. Jednak wszystko co powyżej opisałem, składa się na taki, a nie inny obraz marki i stąd duży spadek ceny na rynku wtórnym względem pierwotnego. Do tego ludzie łatwo ulegają takim marketingowym manipulacjom, jak sterowanie niedostępnością - tak, jak opisał to SPS. Mnie generalnie specjalnie nie obochodzi rynkowa wartość moich zegarków, ani tych, które mam, ani tych, które gdzieś tam sobie planuję kupić. Prawdę mówiąc, to wolę, żeby zegarek (bez względu na cenę) stracił na wartości nawet i połowę tuż po wyjściu ze sklepu, niż żebym musiał, chcąc kupić zegarek danej marki, uczestniczyć w jakiejś błazenadzie pod tytułem "premium i prestiż" zainscenizowanej tylko po to, żeby ktoś się poczuł lepiej, bo mu rośnie i ma coś, co trudno dostać (gdzie to "trudno" jest sztucznie wytworzone).
Może macie inne przemyślenia, widzicie to inaczej, albo dotarliście do jakichś materiałów, które przeczyłyby temu, co ja znalazłem - chętnie poczytam.