Certina ma nie mniej ciekawą historię, a co za tym idzie - archiwum swoich modeli sprzed lat, niż np. Longines. I z małym opóźnieniem, ale dołączyła do grona producentów wskrzeszających swoje historyczne projekty. Nie sposób, przy okazji tego wątku, nie wspomnieć o Certinie DS-2. Jednym z moich zegarkowych marzeń było przywrócenie tego modelu do sprzedaży. Chwilę temu Certina wysłuchała mojej prośby i oto jest - niemal* doskonała (dla mnie oczywiście) reedycja kultowego modelu.
DS-2 po raz pierwszy została pokazana światu w 1968 roku, niemal dekadę po premierze modelu DS (stąd ta dwójka). W modelu tym zastosowano szereg różnych rozwiązań konstrukcyjnych, mających na celu jeszcze bardziej podnieść wytrzymałość i niezawodność zegarka względem poprzednika - m. in. ulepszony (wciąż w tamtych latach rozwijany) system DS, pewniejsze mocowanie mechanizmu do koperty, czy koronka z podwójnym uszczelnieniem częściowo chowająca się w kopercie.
Zegarek praktycznie od początku produkcji oferowano w 15 (!) wersjach kolorystycznych. Do wyboru zasadniczo były dwie wersje koperty - stalowa i pozłacana (grubość warstwy wynosiła 20 mikronów). Powstała też jednak wersja z kopertą wykonaną z 18 karatowego złota, z mechanizmem z certyfikatem chronometru.
* Niemal, ponieważ projektanci zrobili coś, co ciężko wybaczyć - zastosowali przeszklony dekiel. A moim zdaniem, żaden inny model w całej historii marki nie zasługuje na żółwia na deklu bardziej niż DS-2.
Postanowili się na szczęście nieco zrehabilitować i właśnie spełnili moje kolejne zegarkowe marzenie - przywracają do oferty model DS-2 z chronografem. Niestety znów mały minus się należy, bo na tarczy nie będzie napisu "Chronolympic".
Jak już tak spełniają moje marzenia, to czekam teraz na powrót modelu DS-2 z chronografem, który 49 lat temu przygotowali dla wojsk powietrznych Węgier. Akurat za rok będzie piękna 50 rocznica.