Na strzelnicy już dawno nie byłem, chociaż możliwości mam i wśród moich znajomych są ludzie handlujących bronią, tak że od wyboru do koloru. Z racji kiepskiego wzroku, musiałem się zawsze mocno wysilić, żeby mieć podobne wyniki jak koledzy ze sprawnymi oczami, ale w wojsku dawałem radę bez problemu, a w rezerwie to komuchy wzywali mnie na ćwiczenia czasem dwa trzy, razy w roku, gdy dałem do zrozumienia, że ustrój mi się nie podoba, obowiązkowy jeden dzień strzelania, tak że formę trzymałem cały czas. Pozostało mi z tamtych czasów to, że strzelać lubię, ale bez przesady, a dla zabawy to mam dobrą wiatrówkę 5,5 mm.