Była sobie niewiele znacząca gałązka nauki, która założyła zgodnie z prawdą, że nie wszystko co czyni, że człowiek z penisem jest mężczyzną, a człowiek z waginą jest kobietą, pochodzi od natury i zajęła się badaniem oddziaływania na to czynników kulturowych. Czy taka gałąź nauki jest potrzebna to nie wiem, ale pewnie nikomu by ona zbytnio nie przeszkadzała, gdyby nagle kościół katolicki nie zapragnął odwrócić uwagę od faktu, że w jego szeregach szerzy się pedofilia i wpadł na pomysł, że można to wykonać podając masą na tacy "ideologię" która przerabia chłopców na dziewczyneczki, a dziewczynki na chłopców, która na dodatek burzy naturalny porządek rodziny dany nam przez Boga. Ciekawe, że przysporzyli tej ideologi zarówno przeciwników, co jest zrozumiałe, ale również i zwolenników, twierdzących nagle, że to dziecko ma decydować kim chce być, chłopcem czy dziewczynką, co jest już mniej zrozumiałe. Charakterystyczne tutaj jest to, że wypowiadający się zarówno zwolennicy jak i przeciwnicy najczęściej nie mają zielonego pojęcia o czym mówią. Jedni się martwią, ze ich dzieci atakuje gender, a drudzy, że katechizm, a dzieci jak to często bywa, okazują się dużo rozsądniejsze od "starych" i lata im to wszystko tam gdzie mucha. A jak wpadnie na pomysł, że zostanie ministrantem i przebiorą go w sukienkę, to też?