Zapachy od LV ogólnie łapią mocno entuzjastyczne recenzje. Ale ceny są nieco zaporowe.
Remy, flaszki do picia trzymam w innej szafce (woda brzozowa ). Temat odlewek również nie jest mi obcy - od nich najczęściej zaczynam ostatnio testy. Część od razu leci dalej w świat, część zostawiam, bo tyle mi wystarczy (zapach mi się podoba, ale niespecjalnie często zamierzam go używać), a część szybko powoduje niekontrolowaną chęć zakupu flakonu, żeby mieć to na długo. I te ostatnie zapachy kończą właśnie jako flakony - poluję i poluję, aż wreszcie trafi się jakiś ubytek (z reguły, bo - jak sam mówisz - 100 ml czy nawet 50 ml w przypadku niektórych starczyłoby na całe życie ) w dobrej cenie. Poza tym przyjemność wzięcia do ręki ładnie zaprojektowanej flaszeczki jest dodatkowym doświadczeniem, dopełnieniem całości.
Ogólnie dekanty z lekka mnie uwierają. Raz, że nie wyglądają. Dwa, że nie aplikują tyle, ile leci z flakonu, a czasem ma to - zdaje mi się - znaczenie przy danej kompozycji. Trzy to sam sposób robienia odlewek. Nieraz już po kupnie pełnej flaszki zauważałem nowe nuty (głównie w otwarciu), których w odlewce nie było, bo ktoś byle jak przepryskał płyn do flakonika, więc głowa poleciała w eter.
A takich perfum, które aplikuję jedynie jednostrzałowo jeszcze nie znalazłem. Zbyt wredną mam skórę.