Haha wiele można powiedzieć o GGA, ale na pewno nie to, że to uniwersalny zapach.
Na wejściu robi piorunujące wrażenie. Do tej pory nie wiem, jakim cudem uchował się tyle czasu na półkach sieciowych drogerii.
Zasadniczo pierwsze skojarzenia to smar, benzyna i warsztat samochodowy. Później zmienia się w jakąś ziołową maść. Dopiero po kilku noszeniach dotarło do mnie, że to skórzano-drzewne perfumy. Twarda, gruba skóra i cyprysowa zieloność. Z grubsza pachnie jak surowy, świeżo kupiony góralski kapeć (taki ze skórzanej wycinanki ;)).
Zdecydowanie męski. Czy komplementogenny? Raczej nie, choć od matki usłyszałem raz baaardzo pozytywne słowa. Za to mógłbym przysiąc, że sąsiadka, z którą rozmawiałem gdzieś w sklepie po użyciu GGA, wyraźnie próbowała się ode mnie odsunąć.
Miałem flakon, nie za bardzo widziałem szanse na zużycie go w choć małym stopniu. Zrobiłem sobie odlewkę, sprzedałem flakon iiiiii... odlewka od półtora roku wciąż nietknięta.
Ale zapach świetny. Polecam.
Szkoda tylko, że ceny już głupieją. A można było to kupić w śmiesznych piniondzach.