Cóż, z bólem serca stwierdzam, że nie jestem tak majętny. ;) To niestety nie sezonowa zabawka, a klasyczne daily. Zimowych zabaw oczywiście nie wykluczam, ale to pierwsze naprawdę moje rwd (miałem kiedyś e39 530i, ale było w automacie i w sumie to żona nim jeździła, nie ja), więc chyba więcej będzie nauki niż zabawy. Stanąłem, delikatnie mówiąc, na karierowym rozdrożu i tracę darmowy powóz, zatem trzeba było coś kupić. Oszczędności niewiele, a na swoje nieszczęście kocham starą motoryzację z przełomu wieków i po latach jeżdżenia bezdusznymi firmowymi nówkami nie potrafiłem szukać czegoś w miarę młodego, ale nudnego. Dlatego zamiast 10-letniej Mazdy czy kilkuketniego Peugeota znalazłem sobie 21-letniego Japończyka, bo to tylnonapędowe, wolnossące r6 Z DUSZĄ. Doceniam nowoczesne czujniki, kamery, podgrzewane kierownice, xenony, turbiny, android auto i inne takie, ale od lat nie czułem takiej frajdy z jazdy, jak podczas przejażdżek IS-em w tym tygodniu. A czy nie o to chodzi?
Tzn. oczywiście pewną rolę odgrywa fakt, że ten dziarski, pełnoletni samuraj jest tylko minimalnie gorzej dopakowany wyposażeniem niż niemal nowiutka służbowa Astra czy dość młody Auris mojej żony, ale oldschoolowy feeling jest nie do pominięcia.