Czy ja, choć w minimalnym stopniu zasugerowałem, że wolę Sandę od Cartiera? Podobnie jak Ty, bez wahania zamieniłbym swojego na szwajcara. Lubię różnorodność i to zmusza, do zakupów takich, a nie innych zegarków. Teoretycznie mógłbym przez rok nic nie kupować i potem stać się posiadaczem Rolexa, czy Cartiera itd., ale to byłoby coś, z czym czułbym się nie "po swojemu".
Zegarki zbieram od ponad 7 lat, uzbierałem ich na tyle dużo, że zaczynam kupować zegarki trochę droższe, a i przy okazji rotować. Tak więc nie wykluczam wchodzenia w zegarki "niekontrowersyjne".
Co jakiś czas robię coś w rodzaju remanentu i dzielę swoją kolekcję na trzy grupy: nietykalne (nie do sprzedania) i resztę. Te drugie z kolei dzielę na dwie podgrupy: mogę, ale nie muszę sprzedać i te do pilnej sprzedaży. Mam swoich stałych klientów, którzy korzystają i kupują w takich cenach, że gdzie indziej taniej nie będzie, a i ja niekoniecznie muszę tracić. Zwykle kupuję po bardzo okazyjnych cenach, co nie jest takie trudne, gdy ma się bardzo długą listę potencjalnych zakupów. Łatwiej złapać okazję, gdy się nie celuje w jeden model, a w dziesiątki. Odsprzedanie to jakby oddanie złapanej okazji kolejnemu posiadaczowi.
Jak sprzedam coś grubszego, u mnie to kwota powyżej 1k zł, to dokładam i do zbiorów dochodzi coś z tych droższych, bo wydatek mniej boli.
No i w ten oto sposób zdradziłem swoją zegarkową strategię.