Dzisiaj odebrałem od kuriera taką porządną skrzynkę drewnianą. W skrzynce: zegarek z dwoma paskami, skórzanym (pachnąca skóra!) i kauczukowym. Niestety chwilowo nie mam jak przetransferować fotki do komputera, więc zdjęcia później. Obiektem mojego kultu jest MV Nereide Ardesia, wersja z czarnym paskiem. Pierwsze wrażenie: nie ma zastrzeżeń do wyglądu i zewnętrznego wykończenia. Bardzo elegancko wyglądający współczesny nurek, czy raczej homage nurka (bo teraz nurkuje się z komputerami). Koronka solidna, sposób odkręcania i zakręcania budzi zaufanie, np. znacznie łatwiej łapie gwint niż mój traser. Bezel jednokierunkowy 120 klików, obracający się z odpowiednim oporem, nie ma możliwości przypadkowego przekręcenia. Wodoodporność sprawdzę zaraz podczas kąpieli :-) Od razu zabrałem się do zmieniania paska (przełożyłem zegarek na pasek typu zulu, a skórzany oryginał włożyłem z uszanowaniem do skrzynki). W wyniku oględzin stwierdziłem, ze wewnętrzna powierzchnia uszu jest wygładzona, ale nie jest tak wypolerowana, jak u mistrzów świata. Teleskopy są dość grube i robią wrażenie solidnych. Otworki pod końcówki teleskopów są dość płytkie i tutaj mógłbym mieć wątpliwość, czy przy silnym naciągnięciu paska jednak coś się lekko nie wygnie i nie wypryśnie. Te płytkie dziury to może być słaby punkt - jedyny, jaki udało mi się zauważyć. Zegarek ma średnią jak na współczesne czasy średnicę 42 mm, jednak optycznie sprawia wrażenie dość dużego - to uwaga dla tych, którzy szukają dobrego zamiennika dla wyrobów submarinero-podobnych. MV jest większy wyraźnie - to prędzej odpowiednik omegi Daniela Craiga, niż roleksa Seana Connery. Jednak nie jest to rozmiar niegarniturowy, moim zdaniem da radę z koszulą. Dalsze wrażenia po teście zanurzeniowym :-) Mam już dostęp do zdjęć, niestety nie są zbyt elegancko zrobione, to tylko dla dokumentacji: