Napisałem powyżej, że nie kupiłbym zegarka ze przeproszeniem modowego za 50 złotych. To oczywiście prawda, ale to truizm, bo któż by to to kupował. Po namyśle doszedłem do wniosku, że przede wszystkim nie kupiłbym zegarka z tej kategorii, wycenionego na 1000 złotych i więcej. Bo taki czasomierz to już dodanie krzywdy do obrazy. Ano właśnie. - co do roleksa, to warto zwrócić uwagę, ze Submariner jest jednym z najmniej ostentacyjnych zegarków na rynku. Owszem, brand jako całość jest wypromowany bardzo glamurowato, wiele modeli wygląda jak włąsne podróbki, plus wersje dla raperów pokryje złotem w najmniej stosownych miejscach, ale poczciwy stary Sub raczej na tym cierpi, niż zyskuje. - dziurbilon istotnie, pomysł robienia dziurki w tarczy w celu nadania pozorów klasy budżetowemu czasomierzowi wydaje mi się obsceniczny. - kwarca w ogóle bym nie kupił, bo nie pasuje mi koncepcja zegarka, który może stanąć na amen w niespodziewanym momencie tylkjo dlatego, ze skończyła mu się bateryjka. To jest sprzeczne z ideą zegarka jako przedmiotu związanego z czasem, a więc w jakimś tam stopniu symbolizującego wieczność. Owszem, mam jeden zegarek kwarcowy: casio ProTrek, z doładowaniem słonecznym, którego używam profesjonalnie do szybkiego wyznaczania azymutu. Nadaje się do tego bardzo dobrze, psuje się oczywiście, jak to elektronika, ale można z tym żyć, jednak dla mnie to nie zegarek, tylko przyrząd. - co do subhomage, mam mieszane uczucia. Np. "homage" robiony przez Mk.II (Nassau, Kingston) to dla mnie nie tyle kopia suba, ile szczery ukłon w stronę zegarka z "Dr. No" - jakiej by on tam nie był marki. A to juz zupełnie inna historia. - bogactwo cyrkoni to jest to :-) Faktycznie, czułbym się jak Marilyn Monroe :-)) - złote mi nie przeszkadzają, o ile złoto nie służy do pokazania złota. Dyskretnie złota omega chętnie, ale złoty submariner wygląda jak Mercedes G-wagen ze złotymi felgami (widziałem taki na rosyjskich blachach). - Mille to plugastwo. - Hublot to jakaś sztuczna marka, nie szanuję. - śmieszne AP mnie bawią, ale nie nosiłbym. - Sellita i ETA za pierdylion guldenów... Mam mieszane uczucia. W koncu to branża prawie biżuteryjna, więc marże nie mają nic wspólnego z kosztami. Czy taki mechanizm in house kosztuje producenta dużo drożej, niż jakieś ebauche... Przy odpowiedniej skali produkcji wcale niekoniecznie.