Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Sierżant Julian

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    3071
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez Sierżant Julian

  1. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Co do winyli, to skoro mam około 1500 pyt winylowych, to co niby mam robić? Starać się dbać o nie i skompletować jak najlepiej grający tor analogowy, no nie? Nawiasem mówiąc, sporo egzemplarzy z lat 70. i 80., czyli mających minimum 40 lat, wciąż znakomicie gra i trzyma jakość. Nie mogę tego powiedzieć o wielu moich nagraniach na CD z lat 90.
  2. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Osobiście wolałbym, żeby te przezroczyste cosie były podświetlone, a najlepiej żeby migały w takt muzyki. Wtedy przynajmniej można by liczyć na atak epilepsji. W środku też pitolek, reszta grubości pytonga to musi być izolacja taka czy inna. W takich grubych często bywa powietrzna. W maniakalnych próżniowa ale to skrajnie rzadki przypadek. Byłbym, ale mam niestety konferencję gdzie indziej. Mam doroczne konferencje w listopadzie, które pokrywają sie zawsze z AS. Jak raz zrobili w październiku, to AS też od razu w październiku
  3. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Facet napisał to co myślał na temat, że nie ma sensu się zaperzać w sprawach marginalnych. Stwierdzenia czy kabel działa i jak tutaj nie znajdziecie, bo autorowi najwidoczniej ta kwestia była trzeciorzędna.
  4. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Jest w ostatnim zdaniu, jak mi się zdaje.
  5. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Nie można, bo to nie moje, a poza tym nie wszystko da się zapisać w trzech zdaniach. To nie komentarz na forum tylko felieton, czyli coś co z definicji zajmuje stronę druku.
  6. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Może zacytuję felieton ściągnięty z czasopisma HiFi i Muzyka sprzed kilkunastu lat: Cable wars Jednym z głównych zmartwień felietonisty, mającego na koncie więcej niż dziesięć utworów jest, aby się nie powtórzyć. Oczywiście sprawy naprawdę poważne (na przykład: ile dostanę za ten felieton?) wciąż pozostają na pierwszym miejscu, jednak tak czy inaczej problem istnieje. Aby nie znaleźć się w sytuacji staruszka, któremu Żyd chowa różne przedmioty ("Alzheimer, dziadku, Alzheimer"), od czasu do czasu sprawdzam, co też poprzednio zmajstrowałem. W wyniku takiej kontroli stwierdziłem, że jakieś pół roku temu pozostawiłem w zawieszeniu pewien pasjonujący temat. Tematem tym są przesądy i wierzenia audiofilskie. Owszem, wspomniałem o jednej czy dwu sprawach, które w wyniku aktywności wiernych nabrały nadspodziewanej wagi, ale tematowi wciąż daleko do wyczerpania. A głównym zagadnieniem, które z zakresu zwykłych doświadczeń słuchowych przeszło do kategorii sporów religijnych, jest kwestia okablowania. Muszę zastrzec, że nie mam zamiaru rozstrzygać: jest li kabel ważnym elementem systemu hi-fi czy nie jest. Nie dlatego, aby nie dało się tego jednoznacznie określić (jakkolwiek określeniu "ważny" faktycznie do jednoznaczności daleko). Określić to i owo się da, jednak problem religijny jest dlatego problemem religijnym, że jego przedmiot jest niedookreślony i takim ma pozostać. Posłużmy się przykładem wiary chrześcijańskiej. Jedno z jej głównych założeń, kwestia istnienia Boga, z definicji musi być nierozstrzygalne. Gdyby istnienie Boga dało się udowodnić, stanowiłoby to naruszenie zasady wolnej woli oraz koniec wiary jako takiej - w byty o udowodnionym istnieniu nie trzeba wierzyć, one po prostu istnieją. Przysłuchując się dyskusjom na temat kabli w systemach hi-fi nie mogę się oprzeć wrażeniu deja vu. Jeśli któryś z rozmówców nagle stwierdza, że wierzy lub też nie wierzy w kable (co jest nader częstym chwytem konwersacyjnym) to tym samym daje do zrozumienia, że problem nie nadaje się do rozstrzygnięcia na płaszczyźnie osobistego doświadczenia. I już z oddali dobiega śpiew chóralny i czuć zapach świec. Z punktu widzenia człowieka pozbawionego skłonności do szukania bytów wyższych w drucie doświadczenia ze sprzętem hi-fi są proste. Pewne jednostki są w stanie usłyszeć, że zintegrowany mini-system muzyczny gra inaczej niż system dobrany z dobrze zaprojektowanych oddzielnych elementów. To doświadczenie negują osoby nie słuchające muzyki oraz co bardziej podejrzliwi czytelnicy gazet codziennych, które lubią sobie czasem napisać o fortepianie za kaloryferem. Następne są osoby, które słyszą bez trudu różnicę pomiędzy jedną parą kolumn a drugą, albo pomiędzy wzmacniaczami. Ci również mają własne grono sceptyków. Następnie idą ci, którzy odróżnią odgłos wydawany przez jeden odtwarzacz CD od innego. Ci mają przeciwko sobie wszystkich wymienionych dotychczas plus część absolwentów studiów z dziedziny reżyserii dźwięku, których na odpowiednich kursach poinformowano że cyfra to cyfra, a bit to bit. I tak wreszcie, stopniowo, doszliśmy do facetów którzy twierdzą, że w odpowiednich warunkach da się odróżnić dźwięk przefiltrowany przez jeden kabel głośnikowy, od tego przefiltrowanego przez inny. Ci mają przeciw sobie wszystkich poprzednich plus osoby, które nie mają nic przeciwko dotychczas wymienionym zagadnieniom, ale uważają że "kable to już przesada". Innymi słowy: tej różnicy nie mieli okazji usłyszeć. Wracając do wspomnianego wcześniej człowieka niepodatnego na objawienia mistyczne, potraktuje on sprawę słyszenia lub niesłyszenia spokojnie. Nie usłyszał dziś, usłyszy jutro, jak sobie uszy umyje, albo nigdy, bo słuch już nie ten. Jednak jest w audiofilskiej populacji pewien procent jednostek, które w starożytnym Egipcie zajmowałyby zapewne stanowisko pomocnika kapłana. Taki osobnik źle zniesie fakt, że czegoś tam na razie nie usłyszał. On powie raczej jak Luter: tu stoję i stać muszę (nie pamiętam, co dokładnie Luter powiedział, ale było to coś w tym rodzaju). Niestety, przyjmując podobną postawę, uniemożliwia się sobie usłyszenie w przyszłości czegokolwiek sprzecznego z katechizmem. Od tego momentu bowiem kwestia, czy kabel "A" w systemie złożonym ze wzmacniacza Musical Satori, odtwarzacza Musical Nirvana i kolumn Musical Surprise spowoduje, że dźwięk będzie ostry i chrupki jak lód na kałuży w grudniowy poranek, natomiast kabel B w tej samej konfiguracji sprawi wrażenie, że powierzchnię tej samej kałuży pokrywa rzęsa trójrowkowa (Lemna trisulca), niezbyt paląca kwestia, od której nie zależy bynajmniej wynik wojny na Bliskim Wschodzie ani nawet wynik najbliższych wyborów parlamentarnych w ojczyźnie Piasta Kołodzieja, nagle nabiera wymiaru krucjaty. Ale po licho komu potrzebna jeszcze jedna krucjata, skoro skutki poprzednich do dziś sprawiają kłopot? Pozostaje pytanie o brzmienie kabli. Można by o tym coś napisać, ale kogo to w gruncie rzeczy obchodzi? O czym jest więc ten felieton? Może o kablach? Nie, on jest o fanatykach. O ludziach, którzy w sprawie kabla, słonej zupy albo następstwa w rodzinie Mahometa gotowi są zrobić krzywdę sobie i innym. Alek Rachwald
  7. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Czy audiofilizm był tutaj pomyślany jako obelga? Bo mam również gramofon...
  8. Dla kwadratowego zegarka 39 mm to nadal zdecydowanie dużo, ale niech tam. Nich twórca martwi się o swoje dzieło. Sprzedawać się będzie na pewno, a że jest dość rzucający się w oczy ze swoim kształtem, to może trochę wyprze z zajmowanych pozycji na nadgarstkach raperów złote submarinery. Nawiasem mówiąc, jest opinia, że to zrzyna z samego siebie, ale mnie się wydaje, ze jest też podobny do niektórych Cartierów.
  9. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Tym niemniej ja słucham na ucho, nic na to nie poradzę. Nie będę już drążył, że owszem, w tym samym pomieszczeniu, w sklepach nie słucham, na wystawach też nie, bo służą do patrzenia, a przez ten mój pokój to już setki tysięcy w sprzęcie się przewinęły. Ale to wszystko ma mi służyć do jednego: że ma mi się podobać, jak gra. I cześć, tyle. Nic innego mnie nie interesuje. Owszem, staram się własne kryteria przyjemnościowe jakoś dostosować do tego, co słyszę na żywo, żeby nie odjechać w krainę fantazji dźwiękowej. Tym niemniej cel jest wciąż jeden: ma mi się podobać.
  10. Do Nautilusa człowiek się jakoś przyzwyczaił i oswoił. Obiektywnie piękność to chyba nie była, ale mógł się podobać. A to nowe brzydactwo dopiero potrzebuje oswojenia, na razie robi na mnie wrażenie - pardon - karykatury wypuszczonej przez jakąś nieco ambitniejszą chińską markę.
  11. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Na tym polega problem, a raczej nieporozumienie. Dobrze je kolega zilustrował. Otóż ponieważ urządzenia, o których mówimy, służą do odbierania słuchem (taki jest cel ich zaprojektowania i produkcji), to ostatecznie miarodajna jest w pierwszej kolejności wspomniana ocena na ucho. Natomiast wynik pomiarów może, jakkolwiek nie musi, wyjaśnić efekt, który jest słyszany. Nie musi, bo pomiary mierzą tylko to, co uważamy na danym etapie wiedzy na wpływające na odbiór muzyki, o czym wiemy, że można to zmierzyć i wtedy, gdy wiadomo, jak to zrobić. Metodyka wciąż się rozwija, więc za parę lat może się okazać, ze na wrażenia słuchowe wypływają czynniki, o których obecnie niekoniecznie wiemy. I tak dalej, bo to nie ma końca. Natomiast odbiór słuchowy jest jednoznaczny: podoba się lub nie. Tylko potem trudno uzasadnić, dlaczego to się podoba a tamto mniej, stąd konieczność posługiwania się niekoniecznie precyzyjnymi kategoriami i omówieniami. Tutaj też liczy się doświadczenia i tzw. osłuchanie, podpowiadające na co zwracać uwagę. Jutro wpadnie do mnie kolega pożyczyć mi wzmacniacz WILE Rock. Dobry sprzęt, znam go nieźle. Uważałem, że w zasadzie nie ma żadnych wad, jednak okazało się kiedyś przy bezpośrednim porównaniu, że mój Leben brzmi nieco lepiej. Dlaczego? Bo ma mniejszą moc? Większe zniekształcenia? Jeszcze jakiś powód...?
  12. Swoją drogą dziwnie pomyśleć, że w latach 50-60 zegarki do nurkowania robiły raptem ze trzy firmy na krzyż.
  13. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    To wszystko jednak wymaga pewności w kwestii, co to jest dźwięk niepopsuty. A tu mam poważną wątpliwość, czy da się to zdefiniować ściśle. Już tutaj mi jeden kolega tłumaczył, że cyfra to jest cyfra i że jak mogę opowiadać bzdury, skoro z odtwarzacza CD wychodzą zawsze takie same cyferki. Tłumaczyć mu, że "cyferki" może wychodzą z samego czytnika cyfrowego (jako części), ale na pewno nie z odtwarzacza CD, już mi się nie chciało, bo raczej nie warto, skoro sam nie wpadł na rzecz taj oczywistą. I teraz moje stwierdzenie: skoro dźwięk może być "psuty" na każdym dosłownie etapie nie tylko odtwarzania, ale nawet zapisu i dalszej produkcji, to nikt nie jest w stanie autorytatywnie stwierdzić, gdzie siedzi ten jeszcze niepopsuty.
  14. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Bez wątpienia, tylko że jest to praktycznie niezwykle trudne do wykonania. Uuu, to bardzo duże uproszczenie. Ludzki (i zwierzęcy) narząd słuchu, i cała neurologia za nim stojąca, jest zjawiskiem bardzo złożonym. Fizjologia słuchu to cała dziedzina, a wiedza o niej wciąż jest niepełna. W każdym razie to, co wiadomo, pozwala na wniosek, że nazwanie ludzkiego aparatu słuchowego ułomnym nie ma pokrycia w faktach.
  15. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Tak, od lat są na rynku. Co ja mogłem chcieć powiedzieć, hmm, zastanówmy się... 🙂 A tak, izolacja, oczywiście w szerokim pojęciu, bo nie tylko izolacja samych drutów, ale również dystansowanie ich od siebie i ew. inne sztuki wynikające z pomysłu projektanta na geometrię kabla. Niekiedy jest to dość skomplikowane, np. rdzeń teflonowy na który nawinięte są indywidualnie izolowane druty.
  16. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Kompletne niezrozumienie tematu. Kolega przypuszczalnie nie orientuje się zupełnie w konstrukcji i w działaniu tego typu sprzętu elektronicznego. Dielektryk użyty w konstrukcji kabla. Kabla w sensie nie drutu, który wchodzi w jego skład, tylko kabla jako całej konstrukcji.
  17. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Może wówczas okazałoby się wreszcie, na czym polega idealny kabel, np. że VdH jest nieidealny. Nie chce mi się ciągnąć tej dyskusji, ale zwrócę jeszcze uwagę na wpływ dielektryka np. na tłumienność. A o tym teoretyk kabla idealnego nie wspomniał.
  18. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    W jakim sensie fizykę i w którym miejscu wątku konkretnie? Jaki konkretnie kabel miedziany jest zwykły? Solid core, skrętka, multi-litz, koncentryczny, jakiś inny?
  19. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Przy założeniu istnienia kabla idealnego można tak twierdzić, bo wtedy każdy kabel poza kablem idealnym jest bublem. Jednak nie widziałem nigdzie przekonującej definicji oraz projektu kabla idealnego, a właściwie widziałem - bardzo dużo i każdy inny. Zetknąłem się kiedyś z osobą, która długo i z naciskiem przekonywała, że z niejakich praw fizyki wynika, że każdy wzmacniacz musi grać tak samo. Musi, bo tak twierdzi fizyka. Potem osoba (technically, osobnik) zmodyfikowała swoją opinię do postaci, że każdy wzmacniacz "prawidłowo zbudowany" musi grać tak samo. Podobnie jak w przypadku kabli, definicji prawidłowej budowy wzmacniacza się nie doczekaliśmy. Potem jeszcze do tego prawa osobnik dodał aneks, że nie dotyczy to wzmacniaczy lampowych, bowiem one wszystkie są zbudowane "nieprawidłowo". W końcu osoba sobie poszła i przez to już nie dowiem się, co mówi fizyka
  20. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Nie w pełni rozumiem, w jaki sposób ten komentarz ma otworzyć oczy osobom, które (niesłusznie) uważają, że okablowanie ma wpływ na brzmienie, tj. jaki ma być mechanizm tego otwierania w sytuacji, kiedy autor w tym komentarzu stwierdza, że kable wpływ na dźwięk w zasadzie mieć muszą?
  21. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Jako użytkownik wzmacniacza lampowego raczej jestem zmuszony wierzyć w wygrzewanie sprzętu audio. Nowe lampy stabilizują parametry po jakimś czasie.
  22. Sierżant Julian

    Hi-Fi stereo

    Jak wspomniałem, było mi wszystko jedno co naczarował ten Chinol, bo nie interesowało mnie, czy to Walhalla czy Kalewala. Były tam też różne bardzo podobne, tylko nazywały się jakoś inaczej, to jak Rolex i Cronos 🙂, a także frankensztajny. W sumie brałem tak, żeby ewidentnie się różniło między sobą i jednak nie było z kabanosów, bo wtedy na pewno zagra słabo. Co do drugiego, tak, oczywiście, teraz nie miałem miernika, ale jutro przyniosę z roboty, to jedno z moich narzędzi pracy. Bardzo jestem ciekaw, czy w tym wypadku wyjdzie różnica. Wracając do tematu, jednak interkonekt analogowy robi różnicę, jakby ktoś miał wątpliwości. Nie wiem, czy można to nazwać testem, ale jak już, to chciałem uzyskać różnice walące między oczy, stąd pseudo-Wala jako jeden z czynników mających wpłynąć na dźwięk, bo to konstrukcja mocno odbiegająca od większości. Niby-Hul to z kolei dość typowy koncentryk, ale same materiały przewodzące podobne - w obu przypadkach miedź platerowana srebrem - PODOBNO, bo bierz poprawkę na majfrendów. W każdym razie w Wali druty są białe, mogą być nawet z aluminium, czort wie 🙂 BTW 1: z Walą jednak długo nie wytrzymałem, zamiast niej wpiąłem teraz z powrotem własny kabel, Tellurium któreś tam. Powrócił spokój. BTW 2: oczywiście teraz mógłbym nadać całości rys naukowy i wypożyczyć dla odmiany oryginały i porównać, takie działanie uchodzi chyba za legitne, przynajmniej w przypadku zegarków. Ale szczerze mówiąc, bez wiedzy, jak gra metr kabla za dwadzieścia tysięcy peelenów świetnie sobie dotąd radziłem, więc chyba dalej sobie też poradzę
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.