Ja to mówią prawnicy: to zależy... 😂 Ładowarki indukcyjne działają zmiennym polem i ponadto "wiedzą" czy leży na nich telefon czy coś innego, więc TEORETYCZNIE nie powinny namagnesować zegarka. Mowa o zwykłych ładowarkach do telefonu, a nie silnych cewkach spotykanych w przemyśle, bo to już inna sprawa. Natomiast w praktyce, nadal nie są bezpieczne (ze względu na szczątkowe stałe pole magnetyczne po odłączeniu zasilania cewki) i nie zaleca się trzymania zegarków w ich pobliżu. Dość mocno upraszczając: magnes trwały i materiały namagnesowane mają momenty magnetyczne atomów ułożone w tym samym kierunku, dlatego magnesy trwałe z jednej strony się odpychają a z drugiej przyciągają. W zasadzie demagnetyzator u zegarmistrza to nic innego jak taka powiedzmy ładowarka indukcyjna ze zmiennym polem magnetycznym, która ma na celu zmienić jednokierunkowych układ momentów magnetycznych atomów danego materiału na układ chaotyczny, przy czym zadbano aby nie było w niej szczątkowego stałego pola.
Na codzień trzeba unikać stałego pola magnetycznego czyli magnesów trwałych, które są w głośnikach kolumn, klockach magnetycznych, zapięciach magnetycznych w torbach, etui na laptopy, telefony, torebkach itp.
Producenci od dawna walczyli z wpływem pola magnetycznego na dokładność mechanizmów. Jako pierwszy, bo już w 1846 r. pracę i testy rozpoczął Vacheron Constantin. Na przestrzeni lat swój wkład miał też Tissot, Rolex, IWC i Omega. W tym celu włos (sprężynę balansu) wykonuje się z niemagnetycznych stopów i materiałów (Nivarox, Parachrom, krzem) a w zegarkach z pełnym deklem stosuję się klatkę Faradaya poprzez dodatkową, antyferromagnetyczną płytkę nad mechanizmem (np. w Seamasterach, Speedmasterach, Milgaussie, Ingenieur).