Jak pisałem wyżej, po zalaniu nie było nawet jednego pęcherzyka. Ale rano już jeden był. Nawet się ucieszyłem, bo chciałem mieć taką "poziomice". Jakież było moje zdziwienie, jak po około godzinie pęcherzyk znikł. Teraz już jestem pewien (3 cykle obserwacji), że zimny zegarek generuje jeden mały pęcherzyk, po godzinie na ręku i ogrzaniu pęcherzyk
maleje, maleje, malej
maleje... i znika.
Rano zapewne znowu się pojawi. Taka zabawa.