Szczęśliwego Nowego Roku!
Dzisiaj bez zdjęć… trzeba będzie uwierzyć mi na słowo 😉
Była świeża kromka chleba na zakwasie i bigos… wyborny bigos.
Otworzyłem i odgrzałem dzisiaj kilkuletni słoik bigosu 🔥 (oczywiście wcześniej został poddany tyndalizacji).
Matko Bosko, co za doznania… zapach, konsystencja, no i sam smak, sztos!
Już około dwudziestu lat robię bigos w slow cooke’rze, to proste urządzenie naprawdę sprawdza się wyśmienicie!
Minimalny czas zaprzyjaźniania się wszystkich produktów w tym garze to minimum trzy pełne dni, nie wliczając w ten czas procesu tyndalizacji.
Oczywiście jest kapusta kiszona i świeża, marchew, do tego kilka rodzajów mięs i wędlin wraz z wędzonymi żeberkami, wszystko uprzednio upieczone w piekarniku w towarzystwie dużej ilości świeżej cebuli (u nas jest w miarę „ na chudo”, jakoś nie lubimy zbyt tłustych potraw), suszone leśne grzyby, suszona/ wędzona śliwka…
Wiadomo, są przyprawy łącznie z kminkiem i owocem jałowca… oczywiście nie zapominając o czerwonym winie od którego tak naprawdę zawsze zaczynam 🤭
Dla lepszego koloru i zapewne też walorów smakowych przysmażam i dodaję też koncentrat pomidorowy (u nas króluje Mutti… kto wie, ten wie😉).
Żona dzisiaj powiedziała że mogłaby tym bigosem kanapki smarować 😊…
Amen.
Pozdrawiam
Seweryn.