to kwestia skali.
jak "pani z banku" zadzwoni do 100 osób, to może nikt się nie złapie, ale jak zadzwoni do 1000 osób, to kilka babć, dziadków albo osób w (aktualnie) słabym stanie psychicznym może się złapać.
Ja również mialem telefon z PKO i dzielnie przetrzymałem nawałę informacji, później zacząłem zadawać pytania aż wyszła kwestia podawania danych osobowych gdzie gdy wspomniałem, że nie mam przy sobie dowodu, to pani zasugerowała abym podał jakiekolwiek numery...
Oczywiście po drugim zdaniu rozmowy nabrałem podejrzeń i świadomie przedłużałem rozmowę aby zabawić się ich kosztem a jednocześnie trochę poszerzyć swoją wiedzęo takich oszustwach..
Jak to jest, że się ludzie "łapią"?
2 tyg temu ktośdo mnie dzwonił..
telefon w kieszeni, nie zdążyłem odebrać.. wziałem do ręki - patrzę na nr - jakaś komórka z plusa, bo 697 cośtam, cośtam..
słońce świeciło b. mocno, mało na ekranie widziałem a że miałem ogłoszenie sprzedaży na otomoto aktywne, to pomyślałem, że może jakiśchętny do zakupu..
Oddzwoniłem..
w ciągu 4 sekund zdałem sobie sprawę, że popełniłem błąd i rozłączyłem się.
te 4 sekundy kosztowały mnie dodatkowe 3,5zł do rachunku, bo dzwoniono do mnie z Lesotho...
Nie jestem głupi a jednak mnie złapali..
najgorsze, że przez kolejne 2 tygodnie dziennie miałem około 4 głuchacze o różnych porach dnia (mieli nadzieję, że oddzonię po raz kolejny) dopiero dodatkowa aplikacja filtrująca po początkowych nr telefony załatwiła sprawę..
Co do danych osobowych, to ja myślę, że nr telefonu oraz imię właściciela przekazywane są między różnymi instytucjami na tyle często, że przechwycenie ich nie stanowi problemu.
Zawsze na początku rozmowy telefonicznej proszę podanie mi mojego nazwiska (nie tylko imię) i zazwyczaj to wystarcza do mojej osobistej weryfikacji - najczęściej tego nazwiska druga strona nie zna a adresu to już w ogóle..