Mam od kilku lat niezmiennie te same klocki, kable, zespoły głośnikowe. Prawie kupiłem nowy wzmacniacz. Nie wiem, może po wakacjach w końcu go kupię.
Ale naszła mnie myśl, że po latach szukania, gonieniu za brzmieniem wiernym, idealnym, żonglowaniu częściami, znowu najważniejsza jest muzyka! Nie sample, na których najlepiej wyłapać jakość perkusji, wokalu, czy zakresu dynamiki. Nie utwory obnażające słabości w lokowaniu pozornych źródeł dźwięku i słabszej czy lepszej przestrzeni, ilości alikwotów czy umownego czucia powietrza między muzykami.
Ale muzyka sama w sobie, nawet gorzej zrealizowana, nawet ta, na której perkusja ssje. Dla linii melodycznej, dla emocji.