No ja myślę, że japońskie pióra są świetne.
Na codzień użytkuję w rotacji 6 piór. W tym dwa z nich to Sailor.
Kolejne dwa Pelikan, a ostatnie dwa to Montblanc. Przez moje ręce przeszły też rozliczne egzemplarze Kaweco, Waterman, Parker oraz Visconti.
Z uwagi, że piszę dużo, ale bardzo nieregularnie, na liście wymagań jest szczelność. No i tutaj tylko trzy wymienione na początku marki dały radę w dłuższym czasie. Pozostałe bardziej lub mniej zasychały. Rekordzista, Waterman Charleston wysychał na wiór w 7-10 dni do tego stopnia, że w konwerterze zostawała kupka proszku przyklejona do jego ścianek. Natomiast czy to Sailor, Pelikan czy też Montblanc, nieużywane przez miesiąc piszą od przyłożenia stalówki do papieru. Oczywiście ważne jest tu też dobranie atramentu, ale nawet najlepszy atrament nie pomoże, gdy obsadka nie zapewnia szczelności. Z pozytywnych wspomnień jeszcze Lamy. Tu też było ok, Nie mam bo i tak 6 piór to sporo i Lamy 2000 poszło podczas redukcji kolekcji. Jak by ktoś szukał to wciąż mam do sprzedania Sailora (trzeciego) I Cross ze spływakiem i stalówką Sailor 😀