Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Autor1984

Stowarzyszenie
  • Liczba zawartości

    2502
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez Autor1984

  1. Co ty pierdylisz? To auto jest za***iście brzydkie! Ale jego wnętrze… Waldku - proszę
  2. Gdybyś został głównym inżynierem designu BMW, może by poszli w tym kierunku
  3. Według Twojego - dość dyskusyjnego - gustu
  4. XM - bardzo się mojej podoba Waldek "ić" być smętasem gdzie indziej XM ma dużo lepszy "środek" od 7 series.
  5. No jak nie? Przecież odniosłeś się do wpisu Waldka o tym, co może być drogie, wrzucając zdjęcie BMW 2002.
  6. Tak, Miki masz rację, kupisz BMW 2002 za garstkę pieniędzy...
  7. To nie krytyka, to sama prawda
  8. Żona. Jest takie powiedzenie: z tyłu liceum, z przodu muzeum 😆
  9. U mnie standardowo na Antosię
  10. Żona w służbowym Partnerze miała BFGoodrich - nie pamiętam dokładnie modelu. To były naprawdę dobre opony, chyba najlepsze, jakie w Peugeocie miała. Ja z kolei zmieniam sezonowo i utwierdzam się w przekonaniu, że to dobry kierunek. Dziś zdałem po dwóch tygodniach E-klasę, która była na wielosezonowych Conti (chyba Allseason Contact) i jednak nie trzymają tak dobrze jak porządne opony letnie. Ale w tym przypadku, czyli przy jeździe głównie po mieście, pewnie kupiłbym coś budżetowego, Tomku. Może jakieś Nexen?
  11. Jestem, bo gdybym nie był, to zamówiłbym w bicolorze i otwierał za każdym razem szybę, aby przewietrzyć łokieć. EDIT: "...wyobraź sobie, że mówię synowi: synku, w zegarkach chodzi o to, abyś po prostu odczytał czas na tarczy. Do szczęścia z posiadania czasomierza wystarczy mieć Timexa lub Seiko. Po czym wyciągam Rolexa albo A. Lange & Sohne i mówię mu - o to chodzi". Czyli mówisz synowi półprawdę, a później go zaskakujesz?
  12. Rozumiem, że dla dobra ogółu powinienem przesiąść się na elektryczną hulajnogę? A dla pełni szczęścia społecznego - najlepiej jeszcze na taką nożną. Tyle że często bywa i tak, że ktoś działa na rzecz firmy lub organizacji, więc pewne rzeczy mają również wymiar reprezentacyjny.
  13. Ja również dziękuję. Cieszę się, że zdrowiem już lepiej
  14. Wyje silnik. Przez to ustrojstwo wchodzi na wysokie obroty i je trzyma, aż odpuścisz gaz.
  15. A mnie się wydaje, że nie siedzisz w mojej głowie. Do szczęścia w samochodzie wystarczy mi połączenie z telefonem, żebym w trakcie drogi mógł posłuchać wywiadów czy muzyki, trochę mocy i przyjemna pozycja za kierownicą. No i właśnie - trochę mocy (najlepiej 1000KM ), bo to jednak wzbudza adrenalinę i daje frajdę z jazdy. Jeśli ktoś ma w głowie zakodowane epatowanie materializmem, to nic na to nie poradzę. Erę cholernych tabletów rozpoczął nie kto inny jak wspomniany przez ciebie Jobs. Komu dziś ludzie biją pokłony i w bonusie dorabiają się smartfonowej szyi? No właśnie - to pytanie retoryczne. Tradycyjne zegary, nad czym ubolewam, odchodzą do lamusa. Dla wielu młodych są już tylko przeżytkiem. Jeśli coś nie ma aplikacji albo nie integruje się ze smartfonem, to w ich świecie praktycznie nie istnieje. Pytanie tylko, czy robiłeś jakieś badania w tym kierunku, czy to raczej osobista wizja rynku. Bo momentami brzmi to tak, jakby producenci uknuli jakiś spisek i postanowili zasypać świat tabletami. Trzeba też pamiętać o jednej rzeczy - w dużych koncernach o produkcie ostatecznie decydują liczby. Jeśli coś się sprzedaje, spełnia regulacje i przynosi zysk, to będzie rozwijane. Księgowi i zarząd nie wyrzucą tego tylko dlatego, że część purystów wolałaby inaczej. Marketing oczywiście istnieje, ale ostatecznie rynek bardzo szybko weryfikuje takie pomysły. Poza tym M5 nie wróci do korzeni, o których wspominasz, bo ich nie ma. Na pewno nie w takim wyobrażeniu - to zawsze była luksusowa limuzyna z potencjałem, który detronizował samochody sportowe. Lżejsze wersje również istnieją - np. CS. News! https://audi-mediacenter.pl/komunikat,55549,wspaniala-piatka:-audi-rs-3-competition-limited.html EDIT:
  16. "Dla ciebie 2.5 tonowy kloc jest autem sportowym" Tak wynika z jazdy. W ogóle mam wrażenie, że sprowadzanie definicji auta sportowego wyłącznie do masy prowadzi nas na dość śliski grunt. Bo jeśli przyjmiemy takie kryterium, to nagle okaże się, że wiele samochodów powszechnie uznawanych za sportowe również przestaje nimi być. Weźmy choćby Nissana GT-R. Samochód, który przez lata był postrachem torów i wielokrotnie udowadniał swoją skuteczność na Nurburgringu. A przecież jego masa od dawna to :1700 - 1800 kg. Mimo to nikt poważnie nie twierdził, że przestał być samochodem sportowym - wręcz przeciwnie, był przykładem tego, jak technologia potrafi zneutralizować część ograniczeń wynikających z masy. Podobnie jest z Audi R8 (V10 Quattro). To również nie jest samochód lekki według klasycznych standardów, a mimo to trudno odmówić mu sportowego charakteru czy osiągów. W praktyce to pełnoprawny supersamochód z centralnie umieszczonym silnikiem V10, który na torze potrafi być niezwykle skuteczny. Dlatego moim zdaniem masa jest tylko jednym z wielu parametrów. Oczywiście ma ogromne znaczenie dla charakteru samochodu, ale nie jest jedynym kryterium definiującym auto sportowe. Równie ważne są osiągi, prowadzenie, konstrukcja układu napędowego czy ogólna filozofia projektu. Naturalnie na wieść o nowym RS5 wybuchłem śmiechem i przyrównałem go do RR Phantoma. To był naturalny odruch. Piszesz o Continentalu GT - tak, masz rację. Zapominasz tylko, że to kompletnie inne samochody, o innej charakterystyce i skierowane do zupełnie innej klienteli. BMW M5 od zawsze nosiło przydomek "sportowca w garniturze". E60 w wersji Touring potrafiło ważyć około 2000 kg - i to bez żadnych baterii. Cały czas staram się objaśnić, że masa pojazdu nie wynika wyłącznie z woli producenta, tylko z tego, że samochody zostały obarczone określonymi wymogami (narzuconymi przez ekoterrorystów i lobbystów w PE). W praktyce często wygląda to tak: możesz utrzymać V8, ale tylko w określonej konfiguracji napędu czy przy wsparciu układu hybrydowego, bo inaczej nie zmieścisz się w normach. Tak własnie jest z nowym M5 (Aby utrzymać klasyczny, mocny silnik 4.4L V8 TwinPower Turbo w Europie, BMW musiało drastycznie obniżyć średnią emisję CO2 dla modelu. Układ plug-in (18,6 kWh netto) pozwala na jazdę w trybie elektrycznym, co obniża formalną średnią emisję CO2 w cyklu pomiarowym WLTP). Nie jest więc tak, że BMW, Audi czy Mercedes po prostu chcą budować coraz cięższe samochody. W dużej mierze jest to efekt regulacji, polityki klimatycznej i całej architektury przepisów, które wpływają na konstrukcję napędów oraz emisję flotową producentów. Wystarczy spojrzeć na to, kto produkuje dziś większość ogniw dla europejskich producentów. Europa bardzo mocno uzależniła się od azjatyckiego łańcucha dostaw baterii. Problem polega na tym, że kiedy polityka i biznes zaczynają się ze sobą splatać, pojawiają się napięcia - szczególnie gdy konkurencja z Azji jest w stanie produkować podobne technologie taniej i szybciej. Dziś obserwujemy również dyskusję o cłach czy ochronie europejskiego rynku. Tyle że sytuacja zrobiła się dość złożona, bo zależność od tego łańcucha dostaw jest już bardzo duża. Merz próbuje coś z tym zrobić. Pytanie tylko, czy nie jest to próba spóźniona. Sam zresztą mówił wprost, że jeśli Europa nie zmieni podejścia do części polityki klimatycznej, może to uderzyć w jej przemysł (rychło w czas). Jednocześnie deklaruje utrzymanie celów klimatycznych (hahaha), więc balansowanie między polityką a gospodarką jest jak spacer po linie bez zabezpieczenia. Natomiast to, że Tobie wystarcza prosta regulacja fotela, nie oznacza jeszcze, że tak samo myślą wszyscy klienci segmentu premium. Dzisiejszy klient często oczekuje od auta nie tylko osiągów, ale również komfortu, technologii i szerokich możliwości personalizacji. Dlatego marki takie jak BMW, Mercedes czy Audi prowadzą bardzo szczegółowe badania rynku i dokładnie analizują potrzeby swoich klientów. To nie jest moje twierdzenie - to po prostu sposób funkcjonowania całej branży. Mocne słowa jak na "operatora" Renault Scenic II. Jak z Rolexami. Może byłyby bardziej dostępne, gdyby nie banda napaleńców. Wyobraź sobie teraz sytuację, w której Parlament Europejski wymusza na producencie stosowanie mechanizmów meca-quartz. Bo jak nie - kara. I cyk, ceny lecą pod same niebiosa. Rozumiemy analogię?
  17. O jejku, dlaczego najgorsze? Są sportowe. Napisać można oczywiście wszystko. Piszę to świadomie jako człowiek, który również hołduje zasadom Colina Chapmana. Tyle że wymogów bezpieczeństwa, unijnych regulacji i oczekiwań klientów nie zastąpi się czczym gadaniem - tylko działaniem. I co by nie mówić, jakby nie zaklinać rzeczywistości, ja chylę czoła inżynierom. Bo tworzą coś, co teoretycznie nie ma prawa funkcjonować: duże, ciężkie, pełne elektroniki, a mimo to spisuje się naprawdę dobrze. Jedź do salonu i sam się przekonaj. Co do Porsche 992 - owszem, urosło. Ale jednocześnie jest wyraźnie szybsze od 991 na Nurburgringu. Czyli mimo większej masy inżynierowie znaleźli sposób, żeby auto było skuteczniejsze. Aerodynamika, przyczepnośc mechaniczna, zawieszenie, elektronika. W ogóle warto spojrzeć na czasy okrążeń. Dzisiejsze auta drogowe potrafią osiągać wyniki, które jeszcze kilkanaście lat temu były domeną maszyn czysto torowych. Postęp technologiczny jest po prostu gigantyczny. Cayman w wersji GT4 RS jest zresztą świetnym przykładem - wielu kierowców mówi, że daje więcej przyjemnoścoi niż 911. Masa oczywiście ma tu znaczenie, ale to pokazuje coś innego: purystyczne samochody wciąż istnieją. Tyle że to już jest nisza. Jeśli ktoś naprawdę chce minimalizmu i lekkości, to są takie auta jak Alpine A110 czy Mazda MX-5. I one są fantastyczne. Tylko że to nie jest segment, który sprzedaje się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Natomiast BMW M (prawdziwe M) czy współczesne 911 muszą spełniać zupełnie inne wymagania rynku. Klient za kilkaset tysięcy złotych oczekuje nie tylko osiągów, ale też komfortu, technologii i codziennej użyteczności. Stąd właśnie 39-kierunkowe fotele czy rozbudowane systemy wyposażenia. To nie jest fanaberia inżynierów, tylko oczekiwanie klientów. Można oczywiście stworzyć w głowie idealny świat lekkich, surowych samochodów - tylko że producenci działają na realnym rynku, a nie w romantycznej wizji purystów. Dlatego nie zgadzam się z tezą, że dzisiejsze Mki czy nowe 911ki przestały być samochodami sportowymi. One po prostu ewoluowały. Stały się szybsze, bardziej zaawansowane i bardziej uniwersalne. A jeśli ktoś szuka czystego, lekkiego sportowego auta w duchu dawnych czasów - takie samochody nadal istnieją. Po prostu trzeba sięgnąć po Alpine - prawda @zielony.m ? A nie po duże, luksusowe GT z segmentu premium.
  18. Uprzejmie dziękuję za nieproszone rady.
  19. Jerzemu chodzi o to, że wśród posiadaczy Seiko osoby, które mają Grand Seiko, dysponują zegarkami dokładniejszymi, lepiej wykonanymi i bardziej pożądanymi. To samo dotyczy posiadaczy zwykłego Citizena, a tych którzy mają na nadgarstku model z kalibrem 0200. Prawdą jest też, że Niemcy świetnie opanowali sposób na wyciskanie z ludzi dodatkowych pieniędzy. Pakiety M dają złudne poczucie posiadania lepszego produktu - a przynajmniej takiego, który wygląda "lepiej" i zbliża się wizualnie do pierwowzoru, będącego w rzeczywistości zupełnie innym samochodem niż M3 czy M5.
  20. No tak, masło też podrożało - i nadal jem
  21. Zacznę od końca. Nie ma takiej opcji. Z prawdziwymi M-kami jest tak, że możesz się przejechać, ale jedynie w obstawie Nawet nie wiem, czy chciałbym brać takie auto na tydzień, ale o tym poniżej. Jeżeli chodzi o moje zainteresowania, to zauważyłem, że rzeczy materialne szybko mnie nudzą. Mam takie trzy kręgi zainteresowań: samochody, broń i zegarki. Zegarki stały się jakiś czas temu jedynie elementem garderoby. Broń użytecznym narzędziem, które wykorzystuję głównie do treningu, żeby nie wypaść z formy i rytmu. A samochody, które kiedyś były jedyną pasją, dziś stały się dla mnie produktem, który służy głównie do przemieszczania się. Przez durnowatą politykę seria 7 na rynek UE otrzymała jedynie silniki sześciocylindrowe: diesla z małą baterią (mHeV) i benzynę z dużą baterią (pHEV). O elektrykach nawet nie wspominam, bo dla mnie to nieporozumienie. Mimo wszystko człowiek poszukuje w życiu jakichś bodźców (podniet), bo one dają trochę satysfakcji. M5 daje jej całkiem sporo. Nie jest to seria 7 i nie ma tu żadnych wątpliwości, bo nią być nie może. Nie napisałbym jednak, że ten samochód coś udaje, bo najpierw trzeba się nim przejechać, a dopiero potem ferować takie opinie. Pełny obraz byłby pewnie dopiero po dniu spędzonym na torze, ale umówmy się - ile razy w roku faktycznie będziemy na nim jeździć? Musimy być też bardziej precyzyjni. Podstawowa M5 kosztuje 687 000 zł, a podstawowa spalinowa seria 7 około 570 000 zł. Różnica jest, ale to nie są setki tysięcy. Podstawowa M5 spokojnie zaspokoi większość klientów. Podstawowa 7 na pewno nie, więc po konfiguracji ceny bardzo szybko się do siebie zbliżą. A wersja po lifcie raczej tańsza nie będzie. Piszesz też o dwóch świetnych autach, z których jednym jest Z4 z manualem. Rozumiem, że chodzi o Z4 M40i z manualem, a nie 20i. Z4 M startuje od około 390 000 zł, więc to też nie jest mało i bliżej tu do 400 tysięcy niż do 300, o których wspomniałeś. Chyba że zadowolisz się 197 KM i samym faktem jazdy z otwartym dachem, wtedy oczywiście można taniej. Każdy z nas czegoś w tych dobrach materialnych jednak poszukuje. Dla mnie, oprócz wygody, miłym akcentem byłby jeszcze pomruk V8. W M5 oczywiście go znajdę, ale jeszcze ciekawszym rozwiązaniem będzie zapowiadana seria 7 z V8. Piszesz, że robisz się stary. Dochodzisz do osiemdziesiątki? Dla mnie starość zaczyna się dopiero wtedy, gdy człowiek staje się niedołężny. Żona śmieje się ze mnie, że kiedy nie miałem jeszcze czterdziestki, mówiłem, że mam 40 lat. Kiedy ją przekroczyłem, nadal twierdzę, że mam 40. Bo to świetny wiek i tak się czuję. Jak będę potrzebował pomocy przy wstawaniu z fotela, wtedy uznam, że robię się stary. Z tym "dobrym widzeniem" rozumiem, że chodzi Ci o dowcip o siedemdziesięciolatku, który twierdzi, że z brzegu też dobrze widać - więc nie zamierza budować tratwy, a tym bardziej płynąć wpław. Rozumiem podejście - stałeś się raczej obserwatorem niż kimś, kto wciąż goni króliczka. Dla mnie dobra materialne stały się pewnym uzupełnieniem - być może faktycznie jest tak, że każdy z nas przez całe życie pozostaje chłopcem, tylko wartość jego zabawek wzrosła. Zabawki są również formą wynagrodzenia za zapierniczanie po kilkanaście godzin dziennie. Często 18, a bywało że i 20. Jedni wybierają podróże, inni zegarki, inni samochody. Jedni kupują serię 7, bo M5 już im się znudziło, a inni M5, bo to 7-ka im się przejadła. Są też tacy, którym wystarcza szklaneczka szkockiej i dobra książka. Każdy z nas ma prawo wybrać to, co przynosi mu satysfakcję. A póki jeszcze mamy wybór i wolność, to po prostu z nich korzystajmy. Bo jak pokazała choćby pandemia - różnie w życiu bywa
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.