-
Liczba zawartości
6694 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
Amfibia 1967...
-
Ciekawe... ten mechanizm jest strasznie prosty, nie wiem, co tam może nie działać...
-
Takie... zabawy historyczne... Sosnowiec Maczki, dawna granica rosyjsko-austriacka... Inspirowane pocztówkami z epoki...
-
Prim... pieknie wykończony mechanizm...
-
Jeździłem kiedyś na ContiSport 3 i były dobre, ale tylko przez jakieś 3 lata... Rowniez bardzo dobre doświadczenia mam z Pirelli... zawsze byłem bardzo zadowolony...
-
Uchylne w dol w tej wersji - zwykle wersje mają normalne do wożenia narzędzi przyzwyczaił mnie swego czasu moj Fiat, ale mimo to lubiłem to autko Przerobiłem zresztą dwa Fiaty - Punto II i Stilo. Punto psuł się "stereotypowo", kilka razy zaliczył lawetę i ogólnie sprawiał masę problemów. Nie mogę powiedzieć, że go nie lubiłem, bo wtedy było to Punto albo nic... Ono było zresztą jeszcze bardziej "gołe" niż ten UAZ (tak, to możliwe!), bo nie miał nawet wspomagania, ABSu i silnik 1,2 8v (silnik zresztą sprawował się super) Potem otrzymałem do "dojeżdżenia" Stilo. To już było zupełnie dobre auto. Owszem, miało dużo drobnych awarii, ale za to ceny serwisowania były niskie, Pamiętam jak trzeba było wymienić po 100000 wahacze - wyszło "aż" 900zł w autoryzowanym serwisie i była to totalna katastrofa. Subaru natomiast to auto nieporównywalnie lepsze jakościowo. Psuje mi się rzadko, najwięcej kłoptów sprawiał skorodowany wydech i wiecznie deformujące się lub korodujące tarcze hamulcowe.. Silnik, skrzynia, zawieszenie, nawet elektryka - super. Natomiast jeśli już cokolwiek trzeba wymienić, to się można "nogą przeżegnać". Jak tu wychodzi 900zł, to można skakać ze szcześcia... Fakt faktem - uwielbiam to Subaru. Jeszcze "prawdziwe", nieco toporne, paliwożerne Subaru z cudownym napędem na 4 koła i wolnossącym, 2-litrowym boxerem. Teraz stanąłem przed decyzją, czy wyskoczyć z grubszej kasy i zrobić ju porządny remont "od A do Z", czy spełnić stare marzenie i kupić UAZa. I wybrałem UAZa, choć wiem, ze to "puszka z pandorą" Acha,. byłbym zapomniał - przez 3 lata jeździłem jeszcze Suzuki Swiftem - w wersji Sport. Super zabaweczka, taki gokarcik, twardy, posłuszny, świetnie wyważony. Mały, czerwony diabełek. Niemniej - zabawka. Zwykły, średniej klasy, średni jakościowo, za to fajnie zaprojektowany samochodzik, ale... zbyt zabawkowy i tak zmieniłem 3-letniego Swifta na przechodzone Subaru Swifta wziął brat i do dziś go uwielbia, ale to już inna historia
-
Niech lepią, byle szybko. Zwykła wersja byłaby szybciej, bo mają na stanie już ulepione... Jestem niemal pewny, ze jeździłem już gorszymi wynalazkami Jak mówię - albo będzie epicki, albo będzie totalna wtopa, ale moja ciekawość zwyciężyła. Już i tak chcę - z żalem ale jednak - zmienić auto, więc czy z mojego „gestu” skorzystają Japończycy, czy Rosjanie... co za różnica ? Byle jeździł, to będę zadowolony...
-
A ponoć H, gdzieś czytałem że H - w sumie to chyba nie aż tak istotne fakt ze chyba nawet sam producent miał dość walki z własną Ogólnie myślę, ze na pewno nie jest to zwykły samochód... w zależności od moich preferencji - albo będzie totalnie epicki, albo totalnie do niczego... Ostatnio w Koscielisku widziałem takiego starego rzęcha jak odpala i startuje i to w zasadzie przesądziło o decyzji... po prostu chcę takie - jest piękne w swojej prostocie. A czy naprawdę chcę, czy tylko tak mi się wydaje, to się okaże
-
Skrzynia już ponoć z importu (koreanska)...
-
WASZE ULUBIONE RUSKI, KTÓRE CZASAMI ZAKŁADACIE
pmwas odpowiedział tomirek → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Classica... Patrząc na to, ile dostałem za ledwie kilka stówek - nie wierzę, ze tak długo zwlekałem z zakupem jeszcze pochwalę się innym (i wcale nie zegarkowym) nabytkiem.. księga pamiątkowa Imperatora Aleksandra III... Cudo do kolekcji zawsze trochę radości -
Zobacz na OLX, bo nie chcę tu gadać o cenach. Tam są ogłoszenia, jak kto chce to sobie zobaczy dodam ze finalnie ciut mniej
-
Nowy, w wersji Expedition. Bardziej do jeżdżenia niż do ciorania, jak teren to raczej z tych lżejszych. Lubię takie siermiężne maszyny... dzisiejsze plastikowo elektroniczne mnie wkurzają. Jeżdżę aktualnie podstarzałym Subaru i to, co w nim najbardziej lubię, to ze jest jeszcze z tych topornych. Mama ma 4 letnie XV i - niestety - zdecydowanie już nie to. A ze lubię toporne to idę krok dalej Choc wiem, ze jakość Subaru może okazać się ciut wyższa
-
Ja myślę od 2 lat. Taka fanaberia, zobaczymy czy się polubimy, czy nie
-
Może odleciałem totalnie, ale... dziś dograłem zakup... UAZa. Będzie w styczniu. Wersja topowa i ponoć ma nawet ABS To stare marzenie i jak nie spróbuję, będę żałował. Rama, napęd i buda. Bez plastików, elektroniki... i w błocie można się potaplać - ja takie chcę. Odezwę się jak już będzie Choć do stycznia daleko...
-
WASZE ULUBIONE RUSKI, KTÓRE CZASAMI ZAKŁADACIE
pmwas odpowiedział tomirek → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Dzisiaj stara, dobra Sława... -
Klasyka gatunku
-
Większość mechanizmów z tej epoki pozwala zmieniać date kręcąc do 12 (tzn technicznie 24) aż data przeskoczy. Następnie cofasz do 9 (tzn 21) i znów do 12 aż przeskoczy. Tak jest np w Wostoku 2416B jesli przy cofaniu data przeskakuje do tylu (jak w Wostoku 2605), zostaje po prostu kręcenie wskazówkami do przodu aż datownik będzie ustawiony prawidłowo, choć cwiertnik cię za to raczej nie polubi...
-
Nie znam tego mechanizmu, ale powinien mieć system ustawiania daty 21-24-21-24 i tak dalej aż ustawisz...
-
O pomiar suwmiarką trudno, bo musiałbym rozbebeszać pudełka z zegarkami (bo wszystkie szesnastki mam gdzieś w czeluściach pod spodem), potem rozbebeszyc zegarek, a wcześniej... kupić suwmiarkę, bo to plastikowe coś, co kiedyś mieli w Castoramie nadaje się na drapaczkę do pleców jak sobie kiedyś powierzyłem szkło to przyszło dwa rozmiary za małe Poszukam w częściach, pewnie mam koło z 16, tylko mogę mieć kłopot z identyfikacją, bo tam groch z kapusta jest
-
A... słuchałem sobie Brucknera
-
Po co ci? Jeśli potrzebujesz koła do Elgina 16s to najprościej po prostu je kupić...
-
Rzadko spotykany, wczesny kotwicowy Quartier. szczegóły; Póki co „trzyma czas”
-
-
Czekałem miesiąc. Zegarek toczył się z USA cały miesiąc i... był to bardzo długi miesiąc. Zapłaciłem grubszy piniądz, ale nie żałuję ni centa... Quartier to marka - jak na I połowę XIX wieku - popularna, Słynąca ze szpindlaków w angielskim stylu marka czasem robiła tez inne zegarki, choć te "inne" Quartiery, to najczęsciej zwykłe mostkowe mechanizmy z około 1850 roku. Quartier, który nie jest szpindlowy ani zwykły to już pewna rzadkość i... właśnie taki do mnie przyjechał. Jeśli chcemy "lepszego" Quartiera, można czasem upolować cos w litym złocie. Albo... to Niestety z tego podniecenia zapomniałem o zdjęciu z częściami, więc zaczynamy od razu od składania... Bęben posiada (kompletny!) mechanizm genewski, którego nikt nie był łaskaw zdemontować, na szczęście... Pewnie po części dlatego, że jeden z elementów przy okazji robi za fragment osi... Po bebnie pora na mostek przekładni pod tarczą... Mechanizm to bardzo wczesna konstrukcja typu 3/4 (niektórzy powiedzą 1/2) z osobnym mostkiem bębna sprężynyh oraz półmostkami wychwytu. Całość w znacznej mierze łączona kołkami. Kołki są tańsze w produkcji niż śruby i "pokutowały" do początku drugiej połowy XIX stulenia. Teraz pora na mostek bebna, oś centralną (również kołkowaną ) oraz koło wychwytowe. Zegarek posiada wychwyt kotwicowy szwajcarski z pojedynczym plato. Elementy wychwytu są stalowe i ładnie wypolerowane (przepraszam z kawałek papieru - zaplątał się. Na koniec elementy spod tarczy i można kończyc działalność. Na koniec tarcza i... balans. Zegarek posiada balans kompensacyjny bimetaliczny, co jest dodatkowym "smaczkiem". Ponieważ generalnie wolę robić niż myśleć - nie mam pojęcia, kiedy balans bimetaliczny wynaleziono, ale faktem jest, że kompensacyjny balans bimetaliczny w szwajcarskim zegarku z około 1830 roku to duża rzadkość... Tarcza ma pęknięcie, ale zachowała sie w niezłym stanie. Koperta jest złocona, jednak... ...złocenie zlazło. Nic dziwnego, miało na to prawie 200 lat. Pod deklem sygnatury na kopercie... ...oraz dość dokładny opis zamontowanego mechanizmu. 15 kamieni (10 otworów, 2 palety, przerzutnik i dwie nakrywki). Troszkę oliwy i ruszył z kopyta... Piękny (po prostu piękny) mechanizm pracujący jakby wyprodukowano go wczoraj. C-U-D-O !
-
Początki taśmowej produkcji zegarków mechanicznych w USA
pmwas odpowiedział pmwas → na temat → Publikacje, Artykuły
Po przerwie chciałem - w końcu - wrócić do tematu zegarków amerykańskich. Kolejną - po fabrykach w Waltham i Elgin - fabryką, której mechanizm pokażę, jest United States Watch Co. z Marion. Fabryka była jedną z pierwszych w USA. Założono ją w roku 1864, natomiast pierwsze zegarki wyprodukowała dopiero 4 lata później. Nie działała zbyt długo, jej produkty były droższe i mniej popularne od konkurencyjnych, natomiast miały cechować się wyższą jakością. Nie udało mu się dorwać do tej prezentacji modelu, który chciałem (nakręcanego koronką modelu Frederic Atherton), ale ostatnio trafił się biedny, zniszczony złomek z niskim numerem seryjnym, więc nie wybrzydzałem. Naciąg - niestety - kluczykowy, a szkoda, bo nakręcane koronką zegarki USWCo należały do pierwszych w Ameryce... Pakiecik Dostałem mechanizm, dodatkowy mostek z brakująca osłonką dla kluczyka, tarczę i oś balansu. Takie klocki dla dorosłych Tarczę dokupiłem nie na podmiankę. Oryginalnej tarczy brakowało małej tarczki sekundnika, więc planowałem pozyskać ją z innej tarczy. Przy naprawach takich staroci bardzo dbam o detale. Nazwa firmy na oryginalnej tarczy jest napisana inaczej. Literki są równiutkie i mniejsze, co dla mnie ma znaczenie. Niestety... ...zaliczyłem małe „pudło”, bo tarczka okazała się większa... Zostawmy to na razie i idziemy dalij... Taka bida... Zakup tego mechanizmu to w pewnym sensie loteria. Jesli - unikalnie wykończony dla tej wersji - balans pęknie przy prostowaniu - zegarek w zasadzie nadaje się na części. Odkręciłem śrubeczkę żeby nie przeszkadzała i... ...poszło ! Balans jak nowy! Teraz oś sekundowa... Znów kanał ... Tak skrzywiona (twarda) oś może być już pęknięta, a wtedy koniec się odłamie. Oczywiście tu już nie ma takiego stresu - ten element można z powodzeniem naprawić lub wymienić. Żeby wyprostować tak skrzywioną oś, warto ją najpierw odpuścić, potem powoli, delikatnie prostować gorącym narzędziem, a potem powtórnie zahartować. Idealna nie jest, ale „da radę”. Mostek bębna okazał się kolejnym wyzwaniem - niestety nie jest to tylko brak przykręcanej osłonki... W mostek wlutowano nowe lozysko, przy okazji likwidując zagłębienie na brakujący element... Da się go przyjręcic, ale z centrowaniem był kłopot... trzeba było powoli, stopniowo dokręcać srubeczki... Pora na oś balansu... To częsta - i niemiła - niespodzianka we wczesnych mechanizmach. Nie tylko USWCo. Projekt zmieniono po drodze, a dostępne osie pasują do późnych wersji. Taka była zresztą funkcja numerów seryjnych. Nie chodziło o to, który z kolei mechanizm mamy w rękach, tylko o to, którą cześć do niego zamówić. Gdybym był dobrym zegarmistrzem, olalbym tą oś i dorobił lepszą, ale że nue jestem - nabiłem balans na to, com dostał. Przy okazji musialem wymienić kamień łożyskowy w polmostku balansu. Szybki test - musi się ładnie i bez oporu obracać po zmontowaniu... Nawet udało się go wyprostować... jest dość płaski. Nie perfekcyjnie, ale wystarczająco... Obręcz mocująca włosa wymagała rozcięcia. Często przy tej okazji pęka, ale w tak dużym włosie jej ew. wymiana to nie koniec świata... Ta przeżyła i ma się dobrze. Nie przeżyło natomiast plato przerzutnika... Podpada to pod recydywę. Niestety - otworek był za wąski i trzeba go było rozwiercic. Plato wykonano z twardej stali, a przy tym jest ono grube. Pomimo odpuszczenia, nie byłem w stanie go rozwiercic. Stal jest tak twarda, ze wiertła się jej nie imały. Grzały się tak, ze oparzylem się w palec, ledwie zadrapując jej powierzchnię... Koniec końców po kilkudziesięciu minutach walki i dwukrotnym przeszukiwaniu podłogi - załatwiłem je jak widać na fotce i musiałem znaleźć inne. Ale powinno działać... Pozostało tylko wkleić przerzutnik, jednak wszystko co znalazłem było albo za chude, albo za grube, albo znów za krótkie, więc zamontowałem element wykonany z mosiądzu... Też dobry... I do mycia. Plyty były bardzo zniszczone. Lata leżenia w złych warunkach zniszczyły złocenia. Jak widać pod zdemontowaną skalą regulatora, mechanizm miał kiedyś cudowny, złoty kolor, ale to już dawno nieprawda. Plyty umyłem i - bardzo delikatnie - przepolerowałem, żeby wyglądały „jakoś”. Płyt nie wolno polerować, ale bardzo delikatna poletka ściereczką tak zniszczonych płyt czasem nieco im pomaga. To samo powinienem był zrobić z pokrywą bębna, ale zapomniałem, że jest ona na górze i że ją widać... Po jakichś dwóch godzinach - w końcu składam mechanizm... W projekcie nie ma żadnej finezji. Wychwyt szwajcarski i prosta przekładnia chodu... Bęben... ...i mostek. Pod tarczą tez króluje prostota... Koło zapadkowe jest za grube - chyba wymienione... I tarcza... Gotów byłem rozwalić inną tarczę z moich zapasów, żeby pozyskać brakujący element, ale nic nie znalazłem. Wkleilem zatem co było, takim klejem, żeby - w razie czego - kiedyś łatwo puścił... Nie wyszło źle. Miedzy skalą sekundnika a brzegiem otworu powinien być mały odstęp, ale niech będzie - nie ma tragedii. Balans... ...i hula Nawet ładnie. To już kolejny moj kontakt z wyrobem USWCo i - niestety - muszę powiedzieć, że jakość (technologia produkcji) jest gorsza niż ta, z którą spotkamy się serwisując Elgina czy Walthama. Owszem, balans wyglada super i MOŻE zegarek USWCo był lepiej wyregulowany i dokładniejszy. Może. Na pewno - zanim nadgryzł go ząb czasu - był tez bardzo piękny. Ale Elginom wizualnie tez niczego nie brakowało... Mechanizm to Fayette Stratton, numer 2123, pewnie z roku 1868/9. Uszkodzony, ale wciąż cudowny i wspaniale jest mieć takie coś w kolekcji. Jakościowo - poniżej oczekiwań...
