Nowy nabytek. Tandetny New York Standard, w pieknej kopercie. Gdyby tylko kowal nie pozrywał gwintów i nie poszczerbił brzegów otwierając "na pałę" ...
Nie wiem też, czy to ten sam, czy inny myśliciel kopał w deklu w poszukiwaniu mosiądzu, który, jak widać, znalazł. W KGHM może byliby z niego dumni, tu - raczej jakby mniej...
Mechanizm - jak widać - marny. Taki tam, New York Standard... tandeta, ale działa
Nawet pomimo demolki, którą znalazłem w środku:
Spiłowany mostek kotwicy niemal do zera, spiłowane widełki kotwicy (!!!!!!!), do tego zupełnie niepotrzebnie, bo wystarczyło tylko dogiąć spiłolwany mostek i zmniejszyć luz, żeby się nie obijała o balans. Masakracja, jak to mówią. Daj tu dziecku pilnik...
Na szczęscie gwinty, po 2 godzinach walki i z trzema pęcherzami na dłoni, udało mi się z powrotem dopasować