Szczerze mówiąc to nie myślałem, że wrócę do tego wątku tak szybko, ale - a jakże - UAZ się spieprzył
Od pewno już czasu przy wolnej jeździe - np na dojeździe do skrzyżowania - jak hałas przeniesienia napędu i silnika słabł, słychać było takie wysokie piski, jakby ćwierkanie.
Z początku myślałem, ze to pasek alternatora, ale zauważyłem, że ćwierkanie nie zależy od obrotów silnika.
Taki pisk to spokojnie może być obcieranie klocka o tarczę, więc - zwłaszcza, że pojawiał się rzadko - olalem to.
Ale ostatnio pisk stal się już wyraźny.
Nie jest to klocek, bo „szybkość” tego ćwierkania jest znacznie wyższa niż obroty kół. Tzn przy powolnym toczeniu się np na parkingu ćwierka coś, co pracuje szybko.
I znów - ćwierka tez na sprzęgle, na luzie, ustaje dopiero po zatrzymaniu.
Dzis to juz tak się drze, że nawet przy 70km/h słychać ten pisk
Pomyślałem, ze to pewnie krzyżak wału napędowego i pojechałem do mechanika, bo może nie był przesmarowany. Wszak krzyżaki się smaruje, prawda?
I konsternacja. Dowiedziałem się, ze faktycznie chyba ćwierka krzyżak, ale że to ten nowszy typ, bez kalamitki, i jego się wymienia, a nie smaruje.
I teraz… przecież to po prostu wchodzi sobie do dyfra i jest całkiem na wierzchu. Bez żadnych osłon, bez niczego. Chlapie na niego woda, sól i błoto i… jak takie coś może być bezobsługowe???
Przecież w takim narażeniu na warunki zewnętrzne, przy braku świeżych smarów to chyba musi paść 😶 ?
Czy znów czegoś nie wiem?