Na rynku finansowym jest takie powiedzenie (zreszta jest wiele bonmotow, ktore sie wzajemnie wykluczaja, jak w zyciu ) byki idą schodami, a niedzwiedzie skacza przez okno. Tutaj jest na odwrot. Zwyzki na grej jechaly winda, a spadki będa sie pomalutku turlac. Mozliwe, ze leszczyna sie juz wypstrykala z gotowki. Nie chodzi mi o obrazanie domoroslych inwestorów, ktorzy kupowali od handlarzy na gorce Roleksy, bo "rosnie", tylko o to, ze "dawcy kapitału" zawsze kiedys sie konczą. Dodatkowo jest to bardzo łatwy do manipulowania rynek. Wystarczy kilku naganiaczy na forach i kilka "dziennkiarzy". Poza tym przeciez rynek zegarkow jest płyciutki. Roczny obrót to moze w porywach pół dnia na rynkach finansowych (surowce, waluty, ktypto, giełda). Moim zdaniem jeszcze troche wody upłynie zanim zanim zobaczymy Rolexa w cenie retail i nawet na papierze bedzie moze rosło, chodzi mi o to, ze pojawiło sie zjawisko, ktorego jakis czas temu nie było. Chodzi mi o to, ze juz mozna trafic okazje i handlarze sa skłonni do rozmow