Ciekawych rzeczy ja się tu dowiaduję. Całe dzieciństwo spędziłem na wsi i tam w każdej wiejskiej zagrodzie był pies, a czasem nawet dwa i wszystkie miały swoje budy (no prawie wszystkie) i większość z nich była przywiązana do budy łańcuchem, czasem nawet bardzo krótkim, a buda była wyściełana słomą i było dobrze. A psy "miastowe" mają zabawki, dziecięce materace, specjalne diety, witaminki, kubraczki, skarpetki, spacerki w lesie, specjalne szkoły i biedaki ciągle chorują i żyją w ciągłym stresie i wielkiej samotności zamknięte w budzie pod nazwą mieszkanie lub dom człowieka, itd. Przepraszam, ale chyba Wam się poprzewracało w du..... od tego dobrobytu, bogactwa i zaspakajania własnej próżności. Dzieci chodzę głodne do szkoły, starcami nie ma się kto opiekować, itd. Kol. Fanka, proponuję wziąć psa podwórkowego ze schroniska i kupić mu budę, michę i łańcuch i jak będzie grzeczny to na noc spuścisz go z łańcucha i przy okazji będzie pilnował zagrody. Poza tym, takie psy rzadko chorują i nie wymagają psychologicznej opieki. A wiecie o tym, że jak cielak albo krowa idzie na zarżnięcie to płacze, ale befsztyk tatarski musi być świeżutki i z najlepszej wołowej polędwicy żeby zaspokoić zachcianki smakowe obrońców i miłośników innych zwierząt, czyli psów i kotów. Edit. A czy widzieliście kiedyś w "realu" ubój rytualny?