Właśnie byłem po odbiór auta z serwisu po naprawie blacharsko - lakierniczej. Nadal jestem bez auta Koledzy narzekamy na serwis SG w Warszawie, a tu się okazuje, że generalnie serwisy w Polsce mają klienta głęboko gdzieś. 22.01 miałem w Zakopku wypadek i odstawiłem mojego Discovery do naprawy z AC do MotoGabry (Filipowicz) w Krakowie (autoryzowany serwis min. LR) no i się zdziwiłem. Najpierw oględziny, wycena, akceptacja przez PZU i tak się to ciągnęło. Potem zamawiali części i wreszcie auto poszło do roboty Do wymiany lekko zagnieciona maska, błotnik bo urwał się zaczep reflektora a to aluminium i tylko wymiana oraz sam reflektor, zderzak i atrapa. Oczywiście jak na autoryzowany serwis przystało wycenili to na 19500 zł Naprawa trwała ponad tydzień (sama wymiana części, zero filozofii) i dziś pojechałem po auto - 22.01 - 07.03 jaja no ale wreszcie... Oglądam mojego zielonego byka i niby ok, wkładam kluczyk i ... i nic. Rozrusznik pokrecił i nie odpalił, patrzymy pod maske i coś tam stuka z przekaźników - czeski film, coś przy składaniu pochrzanili. W efekcie auto na lawete i do innego serwisu Filipowicza a ja MPK do domciu. Przy okazji jeszcze okazało się że panowie w serwisie nie zauważyli drobnego uszkodzenia drugiego błotnika, które to spowodował wypychany zderzak podczas wypadku. Całe szczęscie mam dość bogatą dokumentację fotograficzną moich "jazd" i okazało się że przed wypadkiem blacha była cała. Koledzy 1,5 miesiąca, 19500 zł i ... zepsuli auto A wnioski ? ano już nigdy AC bo to i tak okazuje się "psu na bude" Zamiast 2000zł na AC to stalowy zderzak z kangurem i zero problemów - OC w takim wariancie starczy Edit To też takie "3 grosze" do dyskusji o ASO. Przysłowiowy pan Miecio z np. Land Roadu zrobiłby to taniej, szybciej i zapewne lepiej.