W praktyce, prywatnie, próbowałem wyłącznie amfetaminę(nie rozumiem jej popularności, dla mnie działa jak kofeina, lecz kilkukrotnie szybciej(z racji drogi wchłaniania, szczególnie poprzez śluzówki, omija wątrobę)), popularną maryśkę(jest przyjemnie, totalny luz, ale nigdy nie czułem do niej większej sympatii niż do dobrego piwa, dla mnie szukanie przyjemności w paleniu tzw. trawy, jest wyraźnym dowodem na to, że osoba uzależniona nie potrafi się wyluzować i poszukiwać przyjemności w bardziej cywilizowanych podnietach ) oraz extasy - dla mnie to ścierwo jest totalnie przereklamowane - głównie pobudzenie wszystkich mięśni, mimowolne skurcze języka i odczucie, jakby to rdzeń kręgowy i mózg miały frajdę, ale nie człowiek. Kokainę chciałem spróbować(postanowiłem odłożyć to do 3-ciego roku studiów, jako że tam wszystko zostaje wyjaśnione od podstaw), ale to, że organizm w pewnym sensie, zapamiętuje ten stan jako "najszczęśliwszy", najprzyjemniejszy stan, pod względem fizjologicznym, spowodowało, że zrezygnowałem ostatecznie. Może nie mam bogatych doświadczeń, ale mam trochę wiedzy i kilkukrotnie spróbowałem wyżej wymienionych i zupełnie nie rozumiem ludzi, głównie młodych(w tym kilku moich znajomych czy z rodziny), którzy walczą o legalizację marihuany. Jest na świecie tyle przyjemniejszych i bardziej długotrwale przyjemnych, przyjemności, jak seks, uczucia ukochanej kobiety, szybka jazda samochodem, euforia biegacza, pływanie, nurkowanie, alkohol z przyjaciółmi, cygara, podróże, jedzenie(nomen omen, w tym temacie właśnie dyskutujemy) czy nasze ukochane zegarki mechaniczne, że narkotyki stają się krótkotrwałą, lekko, a często nawet, mocno, niekontrolowaną przyjemnością, pozbawioną sensu