Ja studiuję i bywam w domu co drugi weekend - mnie ta sprawa obecnie najmniej dotyczy. To hobby mojej mamy, ciotek, bratowych, siostry ciotecznej etc. Jestem najmłodzszy w rodzinie i napatrzyłem się na to bieganie z motyką przez całe dzieciństwo. Od małego nie mogłem zrozumieć czemu ludzie poświęcają tyle czasu roślinom, które ich nie wyżywią. To jest śmieszne - wujek został zmuszony przez swoją żonę i córkę do wykopania oczka wodnego. Potem zrobił jakiś kiczowaty mostek i ławeczkę. Pojawiły się komary, meszki i inne plagi, więc musiał wypompować wodę. Została dziura, mostek i ławeczka. Niedaleko mnie działkę ma emeryt, który mieszka w bloku - to jest jedna z jego trzech działek. Przynajmniej raz w tygodniu kosi trawę na każdej z nich i tak od kiedy pamiętam. Straszą te krety nad ranem petardami, ciotka wtyka w kopce świece dymne, na każdym podwórku powbijane pale emitujące jakieś wibracje do ziemi - kret jak kopał,tak kopie dalej