ale wiecie, że "najśmieszniejsze" jest to w imię czego ta pogoń się obywa, czyli tych kilku minut na 100km trasy lub durnego ego. Będąc młodym i głupim postanowiłem kilkukrotnie zrobić mały test - trasa w jedną stronę "na wariata", w drugą "na spokojnie", tj. ciągle daleko od 100% zgodności z przepisami, ale za to bez ponoszenia zbędnego ryzyka ( zakładam, że wiecie w czym rzecz). Jakże odkrywcze było wnioski, że za każdym razem opcja "na wariata" była totalnie bez sensu. W imię zyskanego "darmowego" czasu oczekiwania na hod-dog'a albo do WC'ta na grubszą 2-kę ryzykowałem życie swoje i innych, utratę prawa jazdy i zauważalnie wyższe koszty podróży. Od czasu tego "oświecenia" przestałem zbędnie ryzykować, a skupiam się na tym, by nie dać się zabić takim jak ja, te kilkanaście lat temu. A co do gości, którzy muszą sobie podnosić ego bandyterką na drogach - nie jadą, byle zdaleka ode mnie... a i tak się spotkamy na bramkach/światłach/w kolejce na 2kę.