-
Liczba zawartości
490 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez shreq
-
Do trasowania używam zwykłego gwaszu, ładnie się rysuje rysikiem czy cienkopisem, i kreska jest trwała, na lakierach potrafi się rozmyć rozmazać.
-
Eterna świetna! Uwielbiam te budziki. Od tego typu budzika, 26 lat temu zaczęła się moja przygoda z zegarkami. Kupiłem go za jakieś śmieszne pieniądze na targu staroci i mam do dzisiaj. Oto Longines;
-
Daleko nie trzeba było szukać. W Muzeum Historycznym Krakowa, jest taki zegar. Ciekawostką w nim jest koło wychwytowe.
-
Google znalazło nasze archiwum; Jeszcze tylko jedno pytanie; Gdybym trafił na taką tarczę caplera (zapplera), to przebudowa do poprzedniego systemu miała by sens ? W końcu zegarmistrz raczej nie był autorem repusowanej tarczy. A może to zbytnie naginanie historii? Osobiście wolał bym być właścicielem zegara niż części do zegara Jednak jest to sprzeczne z moim dążeniem do poprawności historycznej, i oto dylemat.
-
1720r. to jeszcze daleko od daty śmierci zegarmistrza z sygnatury. Wyobrażając sobie ten mechanizm, z przednim wahadłem ( ślady po nim są wyraźne}, w obudowie typu capler, mógł bym zbliżyć się z datowaniem, do przełomu wieków. Niestety nawet jeśli spadkobiercy, mieli prawo do posługiwania się nazwiskiem starego mistrza, to taka sytuacja nie mogła chyba trwać dziesięciolecia?
-
Nie wiem, czy to już starość się zbliża, czy pozostałości po młodzieńczym zarozumialstwie. Dopiero wczoraj przyszło mi do głowy zdjąć tarczę i podkład. Odpowiedzi na moje pytania są na zdjęciach/ Przeróbki na tylne wahadło były często wykonywane, szkoda tylko mostka na kole godzinowym.
-
Właśnie wahadło na zawieszce nicianej zbija mnie cały czas z tropu. i nie tylko mnie. Mechanizm mam od pół roku, i oglądali go ludzie których uznaję za autorytety w tej dziedzinie. Wszyscy mają podobne wątpliwości co do konstrukcji ale nie samej oryginalności mechanizmu. Sam też jakąś tam wiedzę mam a i zegary z tego okresu są lub były w moim posiadaniu. myślę że to będzie fajna wakacyjna zagadka.
-
N Właśnie w tym problem, że nie jestem sobie wstanie wyobrazić obudowy. W filarkach są gwintowane nie metryczne otwory, calowe śrubki też nie pasują. Nicolaus Nesell( inna pisownia Nestl i podobnie brzmiące z germańskim wysokim B które nie wiem jak się nazywa) z Gratz. Różne źródła podają różną pisownię, ale daty i miejsce są takie same.
-
Kompletny. Chodzi mocno, równo i głośno .
-
Spokojnie, jest! Na dodatek wszystkie części oryginalne. Ciekawostką jest to, że motyw poziomki na ażurowym mostku, jest charakterystyczny dla zegarów gdańskich z tamtego okresu, np. kaflaków.
-
Wakacje chyba są powodem lekkiej nudy, w dziale zegary. Pokaże, ale przede wszystkim opowiem historię zakupu zegara w Bytomiu. Zegar mniej, za to mechanizm moim zdaniem bardzo interesujący. Przeszedłem kilka razy obok niego i nic mnie do niego nie ciągnęło. Tłoczone wskazówki zalatywały tandetą, a tylko one rzucały się w oczy. Dopiero gdy ujrzałem go z profilu, zobaczyłem długą oś minutową, raczej rzadką w późniejszych, typowych zegarach. Podniosłem go z ziemi i zaskoczyła mnie jego waga, całkiem słuszna jak na takie małe ,,tykadełko". Zanim zdążyłem otworzyć, usłyszałem za plecami, jęk mojej żony - ,,poco ci ten złomek". Lekko rozdrażniony zapytałem sprzedawcę o cenę, ten podał mi wartość dwóch budzików. Nie zaglądając do środka, w akompaniamencie narzekań mojej Pani, jaki to jestem stary i głupi, zapłaciłem. Pierwsza, do środka zajrzała moja Pani i zaniemówiła, potem ja i też mnie zatkało. Oceńcie sami, dodam że wg. Abelera, zegarmistrz zmarł 1682r.
-
Tak się kończą zabawy wyrzynarką w garażu. Ale zdjęcie wahadła sobie zostawię- bo zabawne
-
Może to być też oryginalny flader imitujący palisander. Aby go uzyskać, najpierw politurowano element jasną politurą, następnie malowano słoje ciemną politurą z barwnikiem. Po wyschnięciu nakładano laserunek z politury o bardzo ciemnej, palisandrowej barwie, co dawało świetny efekt drewna palisandrowego. Niestety laserunek trzeba nakładać na niezmatowioną powierzchnię, (żeby nie zetrzeć mazerunku) i z dużą ilością oleju, co powodowało słabą przyczepność do podłoża, a duża ilość barwnika osłabiała politurę. W efekcie, z czasem laserunek się wycierał pozostawiając jasne elementy. Co sprytniejsi dodawali do politury kalafonię aby uzyskać szybciej i lepszy połysk. Taki laserunek w suchym pomieszczeniu lubił pękać i łuszczyć się a w zakamarkach tworzyły się jak by grudki .
-
Nie widzę ćwierćwałka, a jedynie sinemę. Jedno i drugie mogę dorobić. priv.
-
W sumie racja, piekarnik i drewno, co takiego może się stać? Chyba przeczytałeś mojego posta będąc z góry negatywnie nastawiony do moich wątpliwości. Ochłoń i przeczytaj jeszcze raz bez nerwów. W żadnej linijce tego tekstu nie śmiałem się z metody, a jedynie jej brzmienia i mojej sytuacji w kuchni. Podzieliłem się swoimi wątpliwościami które chyba są logiczne. Mieć wątpliwości to nie ujma, To że nie należę do Koła Wzajemnej Adoracji, nie pozbawia mnie prawa do wypowiedzi. W ostatnim poście napisałem że metoda na robaki jest skuteczna, wątpliwość mam co do zachowania się samego drewna i jego kompozytu. Nie umiem pływać i uznaję wodę za niebezpieczną - nawet nie próbując. Teraz przeczytałem jeszcze post kolegi Leskosa .- Nie przeczytałem tekstu po łebkach, wręcz przeciwnie, dlatego pojawiły się wątpliwości które myślałem że rozwieje dyskusja merytoryczna, a nie to co wyszło. To co nam wydaje się oczywiste niekoniecznie musi być dla kogoś, kogo wrzuci tu google wpisując ,,jak pozbyć się robaka"
-
O tak, ja też mam kilka sztandarowych zwrotów technicznych, które skutecznie usprawiedliwiają cenę za prostą usługę. Akcja z piekarnikiem!!!! Jak tylko wszedłem do kuchni, moja Pani już wiedziała że coś się święci ( normalnie nawet siłą mnie tam nikt nie zaciągnie) Ale jak zobaczyła co przyniosłem! - Koniec testów. Nie zamierzałem sprawdzać skuteczności na robaki, bo nietrudno się domyślić że jest skuteczna. Raczej wpływ wygrzewania drewna na jego strukturę, miejsca połączeń klejonych, i wypatrzenie. Mając doświadczenie, można wiele sytuacji przewidzieć. Polecając tą metodę pasjonatom bez doświadczenia, a tacy to forum też czytają, bierzemy odpowiedzialność za ich błędy. Płaskoziemców jest mnóstwo, i nie trudno sobie wyobrazić jak ktoś wkłada kawałek drewna uprzednio nasączony chemią, do piekarnika gazowego - bum. Na każdym lekarstwie drukowana jest lista skutków ubocznych, warto o nich wspomnieć, bo mimo że zdarzają się bardzo rzadko, to jednak się zdarzają.
-
Właśnie szukam odpowiedniego elementu z czynnym robakiem i zamierzam sprawdzić Ciekawy jestem min pracowników muzeum, gdy w planie konserwatorskim napiszę że zamierzam wsadzić coś do piekarnika na trzy zdrowaśki
-
Ja nie potępiam tej metody na zasadzie ,,nie bo nie"(cytując klasyka). Po prostu nie zaryzykował bym wsadzenia powierzonego mi przedmiotu z drewna do piekarnika, a tym bardziej nie polecał bym tego robić osobom z małym doświadczeniem. To nawet brzmi mało profesjonalnie. Od 30lat nieprzerwanie, zawodowo zajmuję się konserwacją przedmiotów zabytkowych, głównie drewnianych. Z zawodu jestem stolarzem, po zawodówce, technikum, i studium konserwatorskim. Nikt nigdy takiej metody mnie nie uczył i stąd moje powątpiewanie. Klej kazeinowy stosowano i ja stosuję go nadal, perełka to podstawowy klej w mojej pracowni i znam jego granice doskonale. Ale masz rację, jeśli to Twój przedmiot, to kto zabroni... Ps. Znam wszystkie pracownie w Krakowie, które działają dłużej niż 15 lat, jeśli to nie tajemnica to daj namiar na tego stolarza, (priv) może się jeszcze czegoś nauczę,
-
Tak, ale co jeśli przedmiot jest klejony z kilku elementów? W wysokiej temperaturze nawet klej kazeinowy się wykruszy, o kostnym nie wspomnę. Metodą stosowaną przez konserwatorów jest uczynienie środowiska bytowania ,,drewnojadów" niejadalnym. Można po truciu i odparowaniu wprowadzić np. sól lub żywicę, Zasalanie działa powierzchniowo i zabezpiecza drewno przed szkodnikami zewnątrz. Nośnik soli czyli z reguły woda ma słabą penetrację, drewno pęcznieje i zamyka się na dalsze wnikanie skutkiem czego może zostać warstwa drewna jadalnego. Ja stosuję paraloid rozpuszczony w acetonie który naprawdę głęboko wnika i nie deformuje drewnianych elementów a kleje organiczne są na niego obojętne.
-
Ta glizda to larwa Spuszczela Pospolitego. Zła wiadomość to taka, że może ona przeżyć konserwację i trucie. Hibernuje i wraca do życia gdy otoczenie staje się jadalne.
-
Tak, Twój jest jak najbardziej w porządku. W tym kolegi Fotolizard klapka z tyłu ma toporny zawias, raczej nie fabryczny. Na ostatnim zdjęciu widać że coś przy ramce było klepane, ale nie wyrokuję bo po 80-tym egzemplarzu wiem że wśród miniaturek wszystko się zdarzyć może. Front jak by od tego z prawej.
-
Takiego modelu jeszcze nie spotkałem, a wydawało mi się że mam już wszystkie. Czy aby to nie 2 w 1?
-
Mam nadzieję że nie dotrzymasz słowa. Bo jeżeli Wszyscy przestaniecie, to w jakim kierunku pójdzie dyskusja i działania? Z jakiej plasteliny zrobić dzwonek? Kolega Dymar już podjął decyzję i jestem pewny że za każdym razem gdy nakręcając budzik dotknie plastiku, inaczej pomyśli o swoim działaniu. Odlewanie z metalu korzystając z oryginalnej części też jest ryzykowne, około 7 procent skurczu (np. mosiądzu) może zepsuć formę budzika. Wiem że mam taki uchwyt, po wakacjach przeprowadzam się do nowej pracowni i wtedy odbędzie się wielkie grzebanie w złomie. Jak znajdę, to masz Dymar prezent.
-
35 lat temu, w zakładzie gdzie miałem praktyki było 2 snycerzy, którzy zajmowali się tylko ornamentyką ciągłą. rzeźbili wszystko co im majster położył na warsztacie, często nie mając pojęcia do czego to będzie potrzebne, a gotowe ornamenty leżały latami na regałach i czekały na swój czas albo kupca. Zakład miał ponad 150 letnią tradycję i nie widzę problemu żeby ten system nie działał już wcześniej. Tak dla uzupełnienia moich wynurzeń. To zdjęcie, pierwszego z brzegu zegara znalezione w necie. Proszę zwrócić uwagę na podział środkowej płyty. W jednym i w drugim zegarze 1/3 jest poświęcona otworowi na soczewkę wahadła i wyraźnie odcięta linią, co oznacza że jest nieprzekraczalna! Ideałem jest gdy oś minutowa wyznacza drugą linię podziału na 3. Rozeta okalająca ramkę mosiężną, na moim przykładzie alegoria liścia akantu [ może to być inny motyw roślinny], unosi się ku górze, tworząc niby cokół dla tarczy zegara, i jest to niemal reguła. Inne rozwiązania reprezentują inną stylistykę a nawet styl. Kolejną sprawą to okucia [dekoracje] które powinny mieć tyle miejsca, ,,oddechu" aby były widoczne, nie tylko patrząc na w prost. Jeszcze tylko listwy ozdobne, [kimation]. W przedmiotach z epoki, [ramy obrazów, luster, zegarów] zdobionych wolim okiem, miejsca gierowania [ łączenia w narożniku ] były zakończone odcinkiem prostym, tak aby nie powstał wzór inny niż założony w kimationie. W późniejszym okresie ta praktyka zanikła, powodem mogło być pojawienie się gotowych ornamentów w sprzedaży. Style, dawniej opisywane w traktatach, rządziły się swoimi zasadami. Nie jest to tylko wzornictwo, ale też podział i proporcje. Warto o tym pamiętać tworząc kolekcję.☺️ Przepraszam za przynudzanie i zaśmiecanie tematu, ale czułem się nie zrozumiany.
-
Ba! Takich jest najwięcej. Nie przez przypadek można je było kupić na każdym większym miejskim targu. I zgadzam się że rzemieślnicza robota, i tyle. Mam takie dwa, a od następnych oczekuję więcej? Wole oko to rodzaj kimationu, określenie z zakresu historii sztuki, powtarzający się wzór w linii prostej, głównie roślinny ale nie tylko. Ten pierwszy z brzegu ma kształt połowy wolego oka i tak go nazywa autor Słownika Terminologicznego Sztuk Pięknych - Stefan Kozakiewicz.
