Ja powiem tak - swiss made skończyło się w latach 70/80-tych i zaczyna się od 20 tys PLN, reszta to ściema bo tak naprawdę zegarek nie musi być "pod Alpami" żeby mógł mieć napisane swiss made na tarczy. "Manufaktury" z tradycjami takie jak Tissot, Doxa, Certina, Davosa itd itp przestały być manufakturami a stały się producentami zegarków na masową skalę, z kiepskimi, moim zdaniem, najtańszymi mechanizmami i kiepskim serwisem - doją klientów "zaczarowanych" właśnie tym swiss made - mało kto zdaje sobie sprawę że w jego kwarcu za kilkanaście, albo kilkadziesiąt stówek tyka tania bateryjka za kilkadziesiąt $, albo że automatyczna ETA występuje w czterech rodzajach jakości pod tym samym numerem (standard, elabore, top, chronomètre), a w ich zegarku jest właśnie te najtańszy model z łożyskiem na wahniku przewidzianym na około pięć lat pracy... albo (w przypadku satelitów, klonów ect.) że ten "szwajcarski mechanizm automatyczny" to najzwyczajniejsza kopia tej najtańszej ETA... Paradoksem też jest że chiński klon może być lepiej wykonany i trwalszy niż jego "szwajcarski" pierwowzór... (ST 2130 vas ETA 2824-2) Kiedyś w jakimś temacie dotyczącym Magrette przeczytałem że marka utraciła prestiż bo w miejsce ETA 2824-2 zaczęła stosować Miyota 9015 i tym samym z tarczy zniknął napis "swiss made" - jedna z większych głupot jakie wyczytałem na tym forum. Dla niezorientowanych Magrette to producent zegarków (nawiasem mówiąc świetnych) z Nowej Zelandii... A Steinharta, moim zdaniem, warto kupić bo ma świetny serwis - Łukasz daje radę i staje na wysokości zadania co mu się chwali... jego (Steinharta) "narodowość i pochodzenie" jest mi absolutnie obojętne Tak że swiss made to, moim zdaniem, przemijający mit... ale czy to ważne? Przecież zegarek kupuje się dlatego że się podoba a nie "dla napisów"