Wszystko jest kwestią perspektywy. Dwa tyg temu byłem w małej wiosce (a'la Ustroń czy Wisła) o nazwie Carmel w CA. Idę sobie sennym porankiem, mgła znad oceanu jeszcze nie opadła, a tu nagle, dosłownie YEB łepetyną w słupek z zegarem...ROLEX. Pomyślałem, jacyś jajcarze, kolonia podrabiających wszystko Chińczyków itp. No i zaskoczenie - firmowy, duży sklep Rolexa. Na samej wystawie naliczyłem ze 40 szuk. Opiewanych tu submarinerów w samej gablocie było ok 15. W środku uśmiechnięta ekipa, która zachowywała się jakbym wpadł po bułki.Pooglądałem, pomierzyłem. Kupić nie kupiłem, bo mój Dj mi wystarczy pewnie z tej marki na długie lata, ale akurat IMO znów się przekonałem, że SUB to nie moja bajka (nie dlatego że wszedłem w posiadanie DJ) - to na wielkim marginesie. Tak w kategorii sky is the limit to złoty sky deweller na skórzanym pasku oraz złoty yachtmaster na gumie robią na żywo kolosalne wrażenie. Natomiast nawiązując nieco do Waszych wpisów powyżej - jak zestawić tę sytuację z tym co piszecie, limity, teorie spiskowe, kraje drugiej kategorii, zapisy i kolejki, pot na czole - rany, nam naprawdę jeszcze dużo brakuje do normalności Pozdrawiam.