Paweł podłączę się pod ten górski temat, choć z linkami, czy też innym wyposażeniem do zdobywania szczytów miałem tyle do czynienia co z huśtawką z linki na drzewie i pepegami. Nie mniej bywało się i trochę wyżej od swego nosa i ulicznego płaskostopia mej dzielni. Mam w zanadrzu kilka opowieści o mych górskich "dokonaniach" i jeśli mi pierwsza udostępni materiały potwierdzające fakty, to je obfocę i będę mógł wrzucić, gdyż są z epoki czarno/białego ORWO i Fotonu. Tym czasem opiszę mój pierwszy kontakt z górami. Działo się to jeszcze za "srajtygla" czyli końcu lat 50. Wysłano mnie z "ochronki" TPD na ferie do Szklarskiej Poręby a może, to był Karpacz, nie bardzo już pamiętam. Zima była za***iście śnieżna i mroźna! Jak zresztą drzewiej bywało. Wyrychtowane na wyjazd kamaszki uprawniały mnie tylko do ślizgania się po śniegu koło miejsca zakwaterowania. Nie mniej jak bohater z wyciętego lasu, zgłosiłem się na wycieczkę, której celem była Śnieżka. Szczyt zdobyty został z wielkim mozołem, bo mnię paluszki w kamaszkach czucie traciły. Droga powrotna przysporzyła naszym opiekunom dużych perturbacji, bowiem zmieniła się aura i zaczęło potężnie sypać. Momentalnie przy wietrze i zacinającym śniegu, mały zdobywca gór snuł się na końcu zmarznięty, by wreszcie na d*pie zjechać gdzieś w dół jak w maliny. Szczęściem pozostało, że jeden z opiekunów doliczył się braku "krasnala" i że trafił się patrol WOP. Jak się okazało nie świadomie wybrałem kierunek południowy swego zjazdu co okazało się przekroczeniem granicy i wprowadziło podobno, dodatkowe implikacje a może tylko mnie tak postraszyli. Po szczęśliwym powrocie ze swej eskapady dostałem zakaz uczestnictwa w wycieczkach, bym znów czego nie zmalował. Jednak było to z jednym arcyważnym dla mnie osobiście skutkiem, gdyż siedząc na d*pie w domu gdzie mieszkaliśmy, miałem możliwość obcowania ze śliczną czternastolatką do której serducho w tym czasie mi pikało o czym gangrena doskonale wiedziała. W ramach ulżenia mi w mych sercowych katuszach uczyła mnie i nauczyła tańczyć, co uzależniło mnie niemożebnie od podrygiwania, na dalsze lata.