-
Liczba zawartości
2556 -
Rejestracja
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Edmund Exley
-
Konkurs Fotograficzny Sierpień "Czas pod wodą" - GŁOSOWANIE
Edmund Exley odpowiedział Masu → na temat → Zagadki i konkursy
To był dość trudny temat - prawie każdy na co dzień nosi divera, ale mało kto umie zrobić podwodne zdjęcie. Pamiętam, jak fidelio skasował sobie kiedyś przy takiej próbie nowy telefon... Głosowałem na zdjęcie w stylistyce, która najbardziej moim zdaniem tu się sprawdzała - dynamiczne ujęcie prawdziwej podwodnej przygody. -
Też obejrzałem wczoraj "Dom Gucci". Oglądało się bardzo przyjemnie: przede wszystkim akcja rozwija się naprawdę wartko, jest mnóstwo fajnych samochodów, lubiani aktorzy grają sympatycznie, a montaż przywodzi na myśl epickie filmy Scorsese, który zresztą miał początkowo reżyserować. Dopiero po seansie pojawia się kilka wątpliwości, o parę przerwanych wątków, niezrozumiałe decyzje, nadmierne skróty, a także - gdy trochę się poczyta o bohaterach - o wierność faktom. Ja znałem nazwisko rodziny Gucci, ale o tych ich przygodach nie słyszałem. A okazuje się, że w filmie dokonano sporo istotnych zmian (także w charakterystyce co najmniej jednej z głównych postaci), które - co najważniejsze - nie tylko wpływają na interpretację faktów, ale też nie służą logice poczynań bohaterów. Seans zatem przyjemny, ale co nieco można by poprawić. "9 i pół tygodnia" - wcześniej kojarzyłem jakieś urywki, ale od pewnego czasu chciałem wreszcie całość obejrzeć. Adrian Lyne zazwyczaj robił fajne filmy i ten też dobrze się ogląda, choć dziś trudno uwierzyć, że kiedyś odbierano go jako skandalizujący. Świetny soundtrack, nowofalowa epizodyczna narracja, ale bohater numer jeden to Peter Biziou - autor pięknych zdjęć, oddających doskonale atmosferę pulsujących lat 80. "Bliżej" - popularny niegdyś film Mike'a Nicholsa o czworgu patologicznych kłamców i erotomanów. Ciekawe role i kilka naprawdę dobrych scen, ale też mnóstwo irytujących, nieprawdopodobnych zachowań bohaterów. No i czuć, że to adaptacja sztuki teatralnej. Pod koniec jest scena, gdy Jude Law powinien upuścić kubek z kawą jak Chazz Palminteri w "Podejrzanych" Zresztą, mam zawsze pewien problem z filmami Mike'a Nicholsa. To zasłużony, inteligentny filmowiec. Widziałem sporo jego filmów ("Wilk" to bardzo fajna rozrywka) i na ogół trudno było im coś zarzucić, ale nigdy nie czułem się autentycznie poruszony. "Absolwenta" widziałem raz wiele lat temu (zabawne, pamiętam nawet, że tamtego dnia po południu Beckham strzelił tego słynnego gola z Grecją) i był ok, ale w moim odczuciu daleko od innych wspaniałych filmów z tego okresu. Nie widziałem "Aniołów w Ameryce" - to wypada kiedyś nadrobić.
-
Jacku, dziękuję - oczywiście kojarzę od dawna ten zespół, wymieniany właśnie obok Santany ze wspomnianego okresu czy McLaughlina i Mahavishnu, ale jeszcze nie wsłuchałem się dokładnie. Nadrobię! A teraz - kontynuując wątek: (jaka okładka!)
-
Dziś przypominałem sobie scenę (a właściwie całą sekwencję), której na pewno nie ogląda się z klasycznie pojmowaną przyjemnością, ale która moim zdaniem należy do najbardziej niesamowitych momentów amerykańskiego kina lat 70. - to kilkunastominutowa sekwencja premiery "Korsarza" ("The Buccaneer"), wieńcząca "Dzień szarańczy" Johna Schlesingera. Pisałem już tu chyba o tym, jak bardzo lubię ten film - niedocenioną, hipnotyzującą adaptację bardzo dobrego opowiadania Nathanaela Westa. Wkleję tylko fotos - wykorzystywany zapewne w hiszpańskojęzycznej promocji - ale jak ktoś chce obejrzeć, to oczywiście najlepiej z całością filmu. W kadrze widzimy Jackie'ego Earle'a Healeya i Donalda Sutherlanda, który u szczytu swej gwiazdorskiej kariery nie bał się bardzo odważnych ról.
-
Dla mnie to wciąż nowe obszary - ależ tu jest przestrzeń! Dźwiękowy klimat przypomina mi mój ulubiony album Santany, czyli "Caravanserai":
-
Chwile, gdy polskie kino było w absolutnej światowej elicie: - "Pętla" - pierwsze podejście do tego filmu miałem przypadkowo, gdy jako dzieciak trafiłem na letni popołudniowy seans w TV. I byłem dość wstrząśnięty Do dziś nie ogląda się łatwo, ale jednak pozostaje filmem niezwykłym. - "Pociąg" - a tu akurat po raz pierwszy, jeśli mnie pamięć nie myli. Niemczyk to był polski Michel Piccoli. Gęsty film, niepozbawiony bardzo specyficznego humoru, bardzo odległy od dominujących wówczas w naszym kinie tendencji. W ważnej drugoplanowej roli Witold Skaruch, jeden z barwnych specjalistów od epizodu.
-
Zwłaszcza o tej porze roku często przypomina mi się ta piękna scena:
-
Bardzo ciekawy wpis! Żona - Jaga Kofta - wspominała: "Jonasz nie nosił zegarka. Dopiero ja mu kupiłam, ale taki dziwny, cebulę na łańcuszku. Nosił ją na ręku, na specjalnym pasku. Mimo to spóźniał się notorycznie". https://kobieta.onet.pl/uroda/pamietajcie-o-jonaszu/zqlbbye Zweryfikowanie producenta raczej niemożliwe zatem. Bardziej intrygujący jest chyba ten zegarek na ścianie - raczej nie Delbana, bo kolory są odwrotnie. Koperta ma uszy typu "krab". Może więc to coś radzieckiego, jak Kirowski? Warto zauważyć, że centralny biały owal nie jest równomierny. Podpowiedź może stanowić zamieszczony obok plakat - czyżby to był Charles Bukowski?
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Zainspirowany ostatnimi zdjęciami @MasterMind i w oczekiwaniu na to, aż @eye_lip poskłada i pokaże swój egzemplarz: A na ch24 recenzja tytanowego Avigation: https://ch24.pl/hands-on-longines-avigation-bigeye-w-tytanie-zdjecia-live-dostepnosc-cena/ -
Wolfgang Petersen to dla mnie przede wszystkim "Na linii ognia", które oglądałem wielokrotnie. Po raz pierwszy w Wielkanoc 1998, po czym budowałem sobie ultralekkie spluwy z Lego 🙂
-
Poszedłem za modą ostatnich lat i też obejrzałem serial, i to w kilka dni całość! "Police Squad", czyli telewizyjny pierwowzór "Nagiej broni". W dzieciństwie oglądałem trochę w TV i zapamiętałem głównie epilogi kończące się jedynymi w swoim rodzaju "stopklatkami" Teraz też bawiłem się świetnie, bo niepoprawny humor absurdu się nie starzeje. Obejrzałem też wreszcie "Hudsucker Proxy". Bez specjalnej ekscytacji, ale z miłym uczuciem dwupoziomowej nostalgii - akcja w latach 50., a sam film ze wspaniałego roku 1994. Jak wiele się od tego czasu zmieniło w kinie! Scenografia i zdjęcia wymagały więcej wyobraźni, ale też sięgały po pewną umowność. Dziś wszystko byłoby w CGI, na ostro. Sam film oglądałem jako nadrobienie niewidzianych filmów z Newmanem. Całość wygląda jak połączenie Franka Capry z Timem Burtonem. Jest sporo fajnych momentów, kieszonkowy Elgin i bardzo ważny wielki zegar na szczycie drapacza chmur. Ale raz wystarczy, Coenowie robili lepsze rzeczy wcześniej i później. "Baza ludzi umarłych" - cóż, też wcześniej nie oglądałem w całości. Hłasko marudził, a w moim odczuciu wyszło bardzo dobrze - zakończenie, pomijając polityczną wymowę (Petelski zawsze trzymał rękę na pulsie), moim zdaniem dobrze wieńczy opowieść. Niemczyk i Karewicz genialni, reszta facetów też ok. Zacząłem oglądać "Córki dancingu". Wytrwałem jakieś 20 minut i powiedziałem sobie, że może niebawem dokończę. Dni mijają...
-
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Dokładnie, dla mnie też jest ponadczasowy. Zakochałem się w tym wzornictwie już kilka lat temu, od 4 lat mam reedycję Heritage i wciąż jestem nim podekscytowany, gdy trafia na nadgarstek. Byłoby super zobaczyć tu kolejny egzemplarz tego klasyka. -
Klub Miłośników Zegarków Longines
Edmund Exley odpowiedział carlito1 → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Faktycznie, cudowny. Dla mnie od dawna Conquest to synonim ponadczasowej elegancji Longinesa. Na deklu ocean i gwiazdy? -
Patrick Moraz! Mam też płytę Mainhorse. U mnie dziś natomiast:
-
Dziękuję! A film polecam - to najbardziej twórczy okres w karierze Hitchcocka. Przy okazji - obejrzałem wreszcie "Hudsucker Proxy". Grany przez Charlesa Durninga prezes Waring Hudsucker nosi kieszonkowego Elgina, którego z namaszczeniem odkłada na piękny i długi stół w sali konferencynej swej korporacji: Zegary i czas odgrywają zresztą w tym filmie bardzo istotną rolę.
-
Kilka razy wspominaliśmy tu zegarki z filmów Hitchocka, np. Rego Sport (prawdopodobnie) z zamalowanym logo w "Nieznajomych z pociągu". Mówiliśmy też o "M jak morderstwo" - i temu przypadkowi poświęciłem kilka miesięcy temu parę chwil, ale tu o tym jeszcze nie pisałem. W filmie tym pojawiają się cztery zbliżenia tarcz zegarków – wszystkie w odstępie niespełna 130 sekund w kluczowej dla całości sekwencji. Są niezwykle istotne dla oddania przebiegu akcji i podkreślenia towarzyszącego jej napięcia. Na nadgarstku wynajętego mordercy (1) widzimy zegarek, który na pierwszy rzut oka wydaje się być jednym z modeli z serii Army Trade Pattern (ATP), produkowanych przed wybuchem drugiej wojny światowej przez 17 szwajcarskich dostawców dla brytyjskiego Ministerstwa Obrony. Nie ma jednak żadnego napisu. Bohater grany przez Millanda (2) nosi natomiast zegarek, w którym rzuca się w oczy wskazówka godzinowa z dużym okręgiem, kojarzącym się ze stylistyką art déco. Tak naprawdę w "M jak morderstwo" w czterech wristshotach widzimy dwa zegarki, ale trzy rekwizyty, a przy tym tylko w jednym ujęciu jest to prawdziwy zegarek naręczny, aczkolwiek wizualnie zmodyfikowany. Zegarek mordercy to bowiem w istocie dwa rekwizyty: Dopiero na stopklatce widać różnice na tarczy, m.in. inny krój czcionki "3", oraz zamalowane logo. Widz w kinie w 1954 raczej nie miał szans tego dostrzec. Zegarek Millanda wygląda natomiast tak: Ma namalowane nie tylko indeksy, ale też… wskazówki – nie ma nawet odrobiny cienia na tarczy. Ta skóra właściciela też trochę dziwna, prawda? Wyjaśnieniem tej zadziwiającej sytuacji jest technika realizacji zdjęć do "M jak morderstwo" – Hitchcock po raz pierwszy kręcił bowiem film w 3D. Krótka moda była odpowiedzią kina na TV. Technika nastręczała jednak trudności w realizacji niektórych dużych zbliżeń i detali – ustawienie sporych rozmiarów kamer okazywało się w takich przypadkach niemożliwe. Stąd też skorzystano z powiększonych rekwizytów i… sztucznych palców: najsłynniejsze tak zrealizowane ujęcie to bez wątpienia wybieranie numeru telefonu przez Millanda w sekwencji otwierającej oraz w scenie morderstwa. W przypadku zegarków mamy zaś do czynienia najprawdopodobniej ze zmodyfikowanym zegarkiem typu ATP (być może Lemanią) i jego prawie dokładną kopią w powiększonej skali oraz z modelem zegarka wykonanym wyłącznie w powiększeniu. W obu usunięto bądź pominięto sekundnik, co ma uzasadnienie zarówno techniczne, jak i dramaturgiczne: w modelach w dużej skali nie mógłby się poruszać bez mechanizmu (a tego oczywiście musiało w nich nie być), a poza tym – gdyby egzemplarz Millanda był wyposażony we wskazania sekund, to od razu zauważyłby, iż jego zegarek się zatrzymał, a to akurat ważne dla budowania suspense'u w omawianej scenie.
-
Bardzo ciekawe zegarki i znakomite zdjęcia.
-
"Spacer po linie" - po "Elvisie" przypomniał mi się ten film. Nigdy go nie widziałem, więc przyszedł czas, by to nadrobić dziś na Ale Kino+. Trochę obawiałem się hollywoodzkiej biograficznej rutyny ślizgającej się po sławie bohatera, ale jednak jest tu coś znacznie więcej. Phoenix znakomity jak zawsze, a zaskoczeniem dla mnie było to, że Reese W. też jest naprawdę świetna! "Droga do zatracenia" - po raz drugi, po 18 latach. I teraz wrażenia dużo lepsze. Wtedy niby mi się podobało, ale jednak... zostawił mnie bez większych emocji. Może dlatego, że oglądałem wówczas na małym ekranie komputera, a może dlatego, że wraz z kulturowym i życiowym doświadczeniem ten film zyskuje. Bo w istocie to piękne kino familijne w gangsterskim kostiumie, które chyba bardziej docenia się, gdy jest się już ojcem. Poza tym - nawet duży telewizor chyba nie odda tego, co ten film oferował w kinie. Conrad Hall, jeden z wielkich mistrzów kamery, tworzy tu niesamowity świat mitycznych lat 30., oczywiście - także dzięki wybornej pracy scenografów i całej ekipy. To zresztą jego ostatni film. Tu i ówdzie miałem wrażenie, że wyczuwalny jest komiksowy rodowód opowieści, ale z zaskoczeniem doczytałem, że postać grana przez Jude'a Lawa - którą odebrałem jako najbardziej komiksową - została dopisana już później. No i trzeba wspomnieć o Newmanie, również w ostatniej ważnej roli. Tu jest jak stary król z antycznej tragedii, który musi wybrać między synami - prawdziwym i przybranym. Ktoś kiedyś określił go na naszym forum mianem "drugorzędnego aktora", z czym się oczywiście absolutnie nie zgadzam, ale powtórzę moją opinię, że wielkim aktorem stał się dopiero w dalszym okresie swej kariery. Byłem jego fanem zwłaszcza jako dziecko, gdy TVP emitowała jego filmy w piątkowe wieczory. Później, gdy do nich wracałem (lepiej je jednocześnie rozumiejąc ) lub oglądałem wcześniej niewidziane z lat 60., czasem wydawał mi się nieprzekonujący, jak w "Kotce na gorącym blaszanym dachu" czy "Bilardziście", gdzie Scott i Gleason kradną mu film. Najlepsze role były wówczas jednak dopiero przed nim. Ja najwyżej cenię go za "Werdykt" Lumeta, a na drugim miejscu oczywiście za powrót do postaci z "Bilardzisty", czyli "Kolor pieniędzy". W "Drodze do zatracenia" też jest na tym poziomie.
-
Klub Miłośników Zegarków Tudor
Edmund Exley odpowiedział Tommaso → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
A widzieliście taki indeks na 12? -
Po obejrzeniu "Cisco Pike" (refleksje z lektury w odpowiednim temacie) sięgnąłem do muzyki Krisa Kristoffersona, który dla mnie od zawsze był przede wszystkim aktorem z jednego z moich ukochanych filmów wszech czasów. A płyta super, nawet jeśli nie jest się fanem country:
-
Zaliczyłem kolejną rzecz z listy "1970s do obejrzenia". Tym razem to kultowy w pewnych kręgach "Cisco Pike", z jedną z pierwszych ról Krisa Kristoffersona. Klimat początku lat 70. aż wylewa tu się z ekranu Film oparty jest o dość zwartą intrygę - sprzedaż dużej partii narkotyków w kilkadziesiąt godzin, ale ma nowofalowy, melancholijny rytm. Cisco włóczy się z towarem po L.A. spotykając kolejne indywidua - niektórych po latach, innych po raz pierwszy. Krisowi partnerują Karen Black, ważna aktorka kina kontestacji, Harry Dean Stanton oraz Gene Hackman, który jest na ekranie stosunkowo krótko, ale wyraziście. Kristofferson gra podobnie jak później u Peckinpaha. Nawet identycznie mówi "Jesus..." Ale ma niepowtarzalną charyzmę i w dużej mierze dzięki niemu film bardzo dobrze się ogląda. Prócz tego jest dużo dobrej muzyki - sięgnąłem dzięki temu do płyty Krisa z tego okresu i jest naprawdę piękna. "Cisco Pike" wyreżyserował słabo znany Bill Norton, który później pracował właściwie tylko w TV. W dwóch scenach montaż gubi trochę ciągłość wizualną spojrzeń, a raz mocno odbijają się członkowie ekipy filmowej Ale film to fajny - nomen omen - "trip" do Kalifornii wczesnych lat 70.
-
Omega Speedmaster Moonwatch 2021 Cal. 3861 Ref. 310.30.42.50.01.001
Edmund Exley dodał komentarz → MasterMind grafika → Galerie użytkowników
-
Konkurs fotograficzny Lipiec " Faktura " GŁOSOWANIE
Edmund Exley odpowiedział Carrot → na temat → Zagadki i konkursy
Głosowałem tym razem na dwie prace - ich autorami byli @Christo i @sanik. Obaj znakomicie ukazali piękne tarcze nietuzinkowych zegarków, klasycznie - co było moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem - je kadrując. Zresztą - Breguet akurat jest tu marką szczególnie zasłużoną w dziedzinie, do której odsyłał temat konkursu. Gratuluję moim faworytom, ale też oczywiście laureatom. Dziękuję Organizatorom i wszystkim uczestnikom oraz głosującym za współtworzenie tej bardzo wartościowej dla Forum inicjatywy. To była świetna i rozwijająca zabawa! Dla mnie ten sezon był wyjątkowy - po raz pierwszy nałapałem aż tyle punktów do klasyfikacji generalnej, no i po raz pierwszy wygrałem jeden z konkursów, w dodatku z dość dużą ilością głosów oddaną na zrobione przeze mnie zdjęcie Przede wszystkim - gratuluję zwycięzcy i zdobywcom miejsc na podium. Nie jest łatwo tak regularnie punktować. Brawo!
