Też obejrzałem wczoraj "Dom Gucci". Oglądało się bardzo przyjemnie: przede wszystkim akcja rozwija się naprawdę wartko, jest mnóstwo fajnych samochodów, lubiani aktorzy grają sympatycznie, a montaż przywodzi na myśl epickie filmy Scorsese, który zresztą miał początkowo reżyserować. Dopiero po seansie pojawia się kilka wątpliwości, o parę przerwanych wątków, niezrozumiałe decyzje, nadmierne skróty, a także - gdy trochę się poczyta o bohaterach - o wierność faktom. Ja znałem nazwisko rodziny Gucci, ale o tych ich przygodach nie słyszałem. A okazuje się, że w filmie dokonano sporo istotnych zmian (także w charakterystyce co najmniej jednej z głównych postaci), które - co najważniejsze - nie tylko wpływają na interpretację faktów, ale też nie służą logice poczynań bohaterów. Seans zatem przyjemny, ale co nieco można by poprawić.
"9 i pół tygodnia" - wcześniej kojarzyłem jakieś urywki, ale od pewnego czasu chciałem wreszcie całość obejrzeć. Adrian Lyne zazwyczaj robił fajne filmy i ten też dobrze się ogląda, choć dziś trudno uwierzyć, że kiedyś odbierano go jako skandalizujący. Świetny soundtrack, nowofalowa epizodyczna narracja, ale bohater numer jeden to Peter Biziou - autor pięknych zdjęć, oddających doskonale atmosferę pulsujących lat 80.
"Bliżej" - popularny niegdyś film Mike'a Nicholsa o czworgu patologicznych kłamców i erotomanów. Ciekawe role i kilka naprawdę dobrych scen, ale też mnóstwo irytujących, nieprawdopodobnych zachowań bohaterów. No i czuć, że to adaptacja sztuki teatralnej. Pod koniec jest scena, gdy Jude Law powinien upuścić kubek z kawą jak Chazz Palminteri w "Podejrzanych"
Zresztą, mam zawsze pewien problem z filmami Mike'a Nicholsa. To zasłużony, inteligentny filmowiec. Widziałem sporo jego filmów ("Wilk" to bardzo fajna rozrywka) i na ogół trudno było im coś zarzucić, ale nigdy nie czułem się autentycznie poruszony. "Absolwenta" widziałem raz wiele lat temu (zabawne, pamiętam nawet, że tamtego dnia po południu Beckham strzelił tego słynnego gola z Grecją) i był ok, ale w moim odczuciu daleko od innych wspaniałych filmów z tego okresu. Nie widziałem "Aniołów w Ameryce" - to wypada kiedyś nadrobić.