Słucham właśnie konferencji niejakiego Gawkowskiego. „Lewica to dowiozła”. No tak...
„Dowieźć” w znaczeniu „zrealizować”, „spełnić obietnicę”, „osiągnąć rezultat” to kolejne, bezmyślne przepchnięcie angielskiego „to deliver” do języka polskiego. Efekt jest niezgrabny, mechaniczny i pretensjonalny. Zamiast powiedzieć normalnie: nie zrealizowali tego, nie dali rady, spełnili obietnicę, udało im się to przeprowadzić, dostajemy: „oni tego nie dowieźli”, „Lewica to dowiozła” i tym podobne potworki. I oczywiście im większy głąbiszon z kompleksem własnego, realnego lub intelektualnego prowincjonalizmu, tym chętniej wali takie pierdy, bo wydaje mu się, że brzmi wtedy nowocześnie, dynamicznie i „wielkoświatowo”. A w rzeczywistości brzmi jak ktoś, kto mało w życiu przeczytał, natomiast połknął bez popity pół prezentacji z LinkedIna i teraz każdą czynność musi nazwać kalką z angielskiego, żeby przypadkiem nie wyszło, że mówi po prostu po polsku. To by dopiero był obciach! Najgorsze, że ta maniera wypiera całe bogactwo rodzimych czasowników: zrobić, wykonać, załatwić, spełnić, przeprowadzić, osiągnąć, domknąć, wywiązać się. Wszystko zostaje spłaszczone do jednego idiotycznego „dowieźć”. To jest korpo-angielski na poziomie B1 w polskim przebraniu, z doczepioną naczepą pełną stylistycznego paździerza.