Problemem tzw szpitali publicznych jest, że są publiczne. Jedyną dobrze działającą instytucją publiczną jest dom publiczny 😁. Natomiast wszystko inne publiczne czyli państwowe czyli niczyje działa do d*py. W przypadku szpitali kłopoty są dwojakiego pochodzenia :
1.teoretycznie szpital ma działać jak firma, nie przynosić strat,może nawet zarabiać, dobrze leczyć ludzi. Ma nawet tzw radę społeczną (niby nadzorczą), która jest obsadzona ciołkami z samorządu niemającymi bladego pojęcia o ochronie zdrowia. Szkopuł w tym, że taki szpital jest zdany na łaskę monopolisty płatnika czyli NFZ-zero konkurencji, stawki za usługi ustala NFZ, a nawet określa szpitalowi zakres tego co szpital może robić.
2.organem założycielskim takiego szpitala czyli niby-właścicielem jest samorząd :powiat, miasto czy urząd marszałkowski. I taki jak ja to nazywam sołtys czy inny wójt mianuje dyrektora szpitala, który ma mniej do gadania niż Żyd za okupacji. Dostaje w pakiecie różnych szwagrów, kolegów z podstawówki i córki lesniczego do zatrudnienia. Gdzie? Oczywiście w administracji, bo przecież nie na kardiochirurgii.
I taki dyrektor musi utrzymać szpital z tego co dostanie z NFZ. Pół biedy jeśli samorząd jest majętny, zazwyczaj miasto, to jeszcze dokłada. Ale jeśli jest to powiat to niestety lipa, bo powiaty to taki pan z gołą d*pą.
Są dwa wyjścia z tej sytuacji:
A.rozbić monopol NFZ - nierealne
B. sprywatyzować szpitale, żeby pozbawić wpływu samorządowców. Żeby wreszcie to były miejsca gdzie się leczy ludzi a nie tzw miejsca pracy dla lokalnego elektoratu. W takiej sytuacji, nawet przy tym płatniku jakim jest NFZ można prowadzić dobrze szpital, czego przykładem są niepubliczne szpitale mające kontrakt z NFZ. Tam nie zatrudnia się niepotrzebnych ludzi.