I wszystko jasne. W sumie to zazdroszczę bo zawsze byłem w tych kwestiach totalnym ignorantem i wszystkie te klasyki lat 80. czy 90. zupełnie się ze mną rozminęły. I teraz czytam coś o takim czy innym Adidasie Active Bodies i nic mi to nie mówi, więc idę do sklepu i wącham tylko po to, żeby stwierdzić 'A to to było!'. Ale mam takiego jednego potwora na półce. Jakoś zaraz po 2000 wujek z krainy kangurów przylatywał, więc na lotnisku coś tam zgarnął z półek, żeby sprezentować mojemu ojcu, mnie i bratu. Mnie, zbuntowanemu licealiście, w udziale przypadł Joop! Homme – powąchałem i powiedziałem, że w życiu się czymś takim nie spryskam. Od tamtej pory stał u rodziców w łazience nietknięty. Zawinąłem go do siebie przy okazji jakiejś majowej wizyty, spróbowałem na nadgarstku i nie umarłem co prawda (szanowna małżonka wyraziła nawet aprobatę, co wprawiło mnie w osłupienie), ale dalej panicznie boję się nim spryskać kompleksowo. Może gdzieś w zimie...