I na własną skórę bo rankingi rankingami, a później kupuje się na podstawie zapachu z blottera czy w ogóle w ciemno i jest niespodzianka. Ostatnio drążę temat bo przez dłuuugi czas nie używałem niczego poza błyskawicznie znikającymi ze skóry Kenzo L'eau Par i DKNY Men 2009, a ostatnio odbiło mi w drugą stronę i stwierdziłem, że najwyższy czas zacząć czymś pachnieć (do Allure Homme Edition Blanche, który tak lubię, jakoś nie chce mi się wracać). Kilka zapachów w końcu sobie wybrałem (w dużej mierze dzięki temu wątkowi, więc dzięki!), ale testy to była droga przez mękę. Mam jakąś dziwną skórę – jak nie wyjdzie jakaś dziwna nuta to znowu czuć tylko jedną nutę przez tysiąc lat albo wszystko zanika w godzinę itp. Próbki niby bardzo męskich zapachów oddawałem czym prędzej żonie bo wydawały mi się wybitnie kobiece (na niej – niespodzianka – pachniały znowu zupełnie męsko). Wielbiony przez milijony Dior Sauvage jest na mnie nie do przyjęcia, a po sprawdzeniu w perfumerii tak hołubionego Azzarro Chrome chciałem sobie rękę odgryźć i jak najszybciej zasuwałem do domu, żeby to z siebie zmyć. Z dezodorantami mam w sumie podobnie. Zakupu antyperspirantu Nivea (tego w kulce) pożałowałem w ciągu 15 minut od pierwszego użycia. Wyszedłem z domu, gorąco, a po 15 minutach jakbym się kapustą kiszoną natarł bo jakoś dziwnie zareagowały. Obecnie używam tych Adidasów w kulce (nie brudzą w przeciwieństwie do Rexony) i zapach, który i tak nie jest jakoś specjalnie inwazyjny, dość szybko znika a skuteczność pozostaje mimo mojej całkiem srogiej potliwości.