Hehe, gdzieś w okolicach 2006 kupiłem w ciemno i bardzo szybko pożałowałem. Pachniało oryginalnie, choć dziwnie, a trwałość i projekcję miało zabójczą (musiałem dosłownie wchodzić w jedną chmurę wypuszczoną w powietrze bo inaczej burzyło wszystkie kioski w okolicy i nie zmywało się nawet po długiej kąpieli ). Sęk w tym, że źle się w nim czułem. Po kilku podejściach wrzuciłem do szuflady, przeleżał z 7 lat, po czym oddałem praktycznie pełny znajomemu, na którym to wyczułem. W tym roku, przewalając jakieś próbki, niuchałem jakiegoś tam Toma Forda czy coś innego najwyraźniej opartego na oudzie i BUM! Chrystusie, jak to dobrze pachnie! Od razu w głowie lampka – YSL. Pożałowałem drugi raz, z tym że tym razem głupiej utraty tego flakonu. Teraz na liście zakupów na zimę wisi m7 oud absolu (przynajmniej w jakiejś większej próbce bo ciężko mi sobie wyobrazić noszenie tego inaczej niż od okazji do okazji), co robić? Też przewinął mi się w tegorocznych próbkach. Chyba przetestowałem jako pierwszy z którejś „dostawy” i o ile przy niektórych się waham podczas rozważań na temat samczej lub niesamczej natury zapachu, tak tu od razu napisałem na naklejce „damski” i przekazałem w ręce żony.