loco50, dobre zagranie. Z top5 chyba muszę obadać tego CK. Toma Forda sprawdzałem w S. i zupełnie mi nie podszedł, podobnie jak oba testowane z próbek zapachy Lalique (pierwszy zwyczajnie mi się nie podobał i szybko uleciał, a w drugim chyba za dużo tego majeranku). Al Haramain bardzo lubię, ale parametry ma wyjątkowo irytujące, więc w bliżej nieokreślonej przyszłości sprawdzę Armafa CDNI. A propos arabków, Armafa Niche Black Onyx próbowaliście? Też jakoś kusi (podobnie jak Tres Nuit i Niche Platinum). Z innej beczki, dziś usłyszałem od żony komplement za dosłowne oblanie się La Rive Athletic Man. Przedziwny zapach. Tak dziwnie suchy, że mam wrażenie, że oprószyłem się jakąś zasypką dla niemowląt. Ale nie wywołuje u mnie konwulsji, w przeciwieństwie do czarnego Adasia. No i ostatecznie przyszły zimne dni, więc wreszcie zabrałem się za próbowanie swoich jesienno-zimowych zakupów. Miałem lekkie obawy co do YSL M7 Oud Absolu, ale jednak mogę go komfortowo nosić i jestem bardzo zadowolony. Chociaż rzeczywiście w kwestii parametrów do poprzednika nie ma startu. Bentley for Men (nie intense) na nadgarstku też lekko mnie onieśmielał, a tu się okazuje, że jest całkiem ok, a nawet mogłoby być bardziej wyraziście. Z V&R Spicebomb Extreme jestem baaardzo zadowolony, ale tego gada już dobrze przetestowałem wcześniej. Burberry London bardzo sympatyczny – po dorwaniu (w końcu!) testera z jakąkolwiek zawartością w perfumerii zwyczajnie nie mogłem go nie kupić. Versace Oud Intense też do przodu. I tylko tego przetrzymywanego od cholera wie ilu lat Joopa Homme dalej się boję. Ale mam postanowienie – w ten weekend pryskamy. Teraz mam jeszcze ochotę zrobić w jakiejś drogerii drugie podejście do Davidoffa Zino, który przy pierwszym kontakcie mocno mnie przeraził. Podobno polski Chopin jest ciekawą alternatywą, prawda li to? No i muszę w końcu sprawdzić, jak pachnie Van Cleef & Arpels pour Homme.