Nie ma co gdybać, bo dokąd dany egzemplarz nie ma wojskowych sygnatur lub w inny sposób udokumentowanej służby w wojsku to jest zwykłym cywilem. Te zegarki, podobnie jak wspomniane wcześniej Timexy wzorowane są na wojskowych Hamiltonach i Benrusach z tego okresu, które rzeczywiście były niewielkie:
W prawym dolnym rogu drugowojenny A11, jak widać minimalnie mniejszy od swych młodszych braci. U góry brytyjskie zegarki, wyraźnie większe. Szczerze? Ta wielkość jest dla żołnierza idealna. O nic nie zawadza zegarkiem, łatwo się wysuwa spod mankietu żeby zobaczyć godzinę i łatwo się pod mankiet chowa, a godzinę widać wyraźnie, jak na większych modelach.
Co do użycia Poljota w wojsku, wojska lądowe nie miały przydziałowych zegarków. Zdarzało się, że ktoś dostał coś z magazynu MW, WL lub OPK ale generalnie nie było konkretnych zamówień. Jedynie MW miała Enicary, Blancpainy, Amfibie, Primy i coś tam jeszcze, WL miało trochę 3133, beczek i czegoś tam jeszcze, ale bez oznaczeń... i to w zasadzie tyle. Wzorem swej matczynej Armii Czerwonej z czasów 2WŚ, każdy żołnierz miał taki zegarek, jaki sobie naruchał. Były nagrodówki od różnych dowódców, generałów, ministrów ale to już inna bajka. Popytajcie w swoich rodzinach, co ojcowie i dziadkowie nosili w czasie służby, jeśli pracowali w wojsku. Każda informacja jest cenna, bo zaraz nie będzie kogo i o co pytać i ewentualna wiedza pójdzie w piach.