Gdyby tak to działało, to wszyscy pewnie nosilibyśmy Pagani Design (relacja jakość/cena - niezrównana😉) albo w lepszym przypadku powiedzmy że Tissoty.
Ten mechanizm działa tylko do pewnego momentu, albo inaczej ujmując tylko do pewnej ceny. Kiedy wchodzimy do przedziału dóbr luksusowych, to już nie jest takie proste. Na przykładzie "wyrobów skórzanych" wygląda to tak, że torebka Louis Vuitton nie jest raczej od strony użytkowej kilkukrotnie lepsza od podobnej torebki Wittchen lub Ochnik. Jest za to kilkukrotnie (kilkunastokrotnie?) droższa. Dzieje się tak dlatego, że dla niektórych zamożnych grup nabywców zakupiony produkt ma być wyróżnikiem statusu i prestiżu. Może nim być tylko wtedy gdy nie jest powszechnie dostępny, a nie jest powszechnie dostępny właśnie wtedy, gdy jest bardzo drogi lub gdy jest relatywnie drogi w stosunku do substytutów. Dlatego niektórzy nabywcy (rynek dóbr luksusowych) preferują towary jak najdroższe. Nie dlatego, że otrzymują wtedy dużo lepszą wartość w stosunku do ceny, ale dlatego, że zaspokajają potrzebę posiadanie czegoś wyjątkowego, rzadkiego i prestiżowego.
Podobnie jest z drogimi zegarkami. Zegarki za kilkadziesiąt tysięcy lub kilkaset tysięcy złotych z pewnością są lepiej wykonane od tych za 5 tysięcy złotych. Tym niemniej człowiek kierujący się czystymi zasadami ekonomii i poszukujący najlepszej relacji jakości do ceny nigdy nie dopłaci kilkudziesięciu/kilkuset tysięcy złotych za nieco wyższą jakość i funkcjonalność dużo droższego produktu. Taką dopłatę zrobi tylko osoba kierująca się innymi, nieekonomicznymi pobudkami (wyłączając osoby planujące odsprzedaż, flipowanie itp...). Najczęściej jest to potrzeba posiadania wyjątkowego, rzadkiego przedmiotu oraz potrzeba zaznaczenia swojego statusu - na przykład na potrzeby negocjacji biznesowych itp...
Właściciel Comarchu kupił sobie Rolls-Royce'a. Nie potrzebuje go do poruszania się po naszym pięknym kraju. Trzyma go w garażu. Potrzebuje go po to, żeby pokazywać go kontrahentom z Bliskiego Wschodu, których zaprasza na negocjacje biznesowe (sam o tym opowiadał w wywiadzie sprzed kilku lat). W tym środowisku utwierdza swoich potencjalnych kontrahentów (albo mu się tylko wydaje, że to robi), że jest poważnym biznesmenem. Zgodnie z logiką, że gdyby nie był, to nie byłoby go stać na Rolls-Royce'a.
Czyli innymi słowy, czy jest wart kilka razy więcej niż np. Oris, Longines, Eterna, czy Christopher Ward? Dla jednych tak, dla innych nie. Zgodnie z tym, co napisałem powyżej.
Czy Richard Mille za 600 tys. PLN jest 20 razy lepszy od Rolexa i 100 razy lepszy od Longinesa? Ja wątpię, ale ktoś przecież RM kupuje. Rynek dóbr luksusowych ma swoją własną logikę.
Zależy. Rolexowi aż tak bardzo, że wydaje dokumenty do nowego zegarka dopiero jakiś czas po zakupie, właśnie po to, żeby ograniczać obrót na tym rynku.
Fajnie, że mamy różne spojrzenie na ten temat i widzimy różne aspekty sytuacji. Szkoda, że jeżeli chodzi o podróbki to sytuacja z każdym rokiem staje się coraz gorsza. Oryginalny zegarek od podróbki coraz trudniej odróżnić a podrabianych jest coraz więcej marek i modeli, nawet tych wydawałoby się zbyt tanich na podrabianie. Być może któregoś dnia problem osiągnie taki poziom, że ktoś się za niego w końcu weźmie poważnie.