Miałem RAV4 z D4D 136 KM. Żona nim jeździła. Jakieś 6 lat jazdy od 95 tys. km do 195 tys. km. Wiem, że to nie to samo co D-CAT, ale jedno i drugie to Toyotowska myśl techniczna. Silnik przez te kilka lat nigdy nie zawiódł, aczkolwiek kultura pracy silnika - na tle konkurencji z tej samej epoki - jest okropna. Na jeździe testowej przed zakupem, myślałem, że coś jest nie tak z silnikiem. I przez kolejne sześć lat, kiedykolwiek przesiadałem się z Passata/Superba do Toyoty, to zawsze miałem wrażenie, że silnik za chwilę odmówi współpracy. Nigdy tak się nie stało, ale takie wrażenie zawsze się u mnie pojawiało. O problemach z uszczelką słyszałem, ale na szczęście do tego etapu nie doszliśmy.
Osobiście unikałbym diesli od Toyoty. Szczególnie tych z większym przebiegiem. Od strony kultury pracy są całą epokę za niemieckimi dieslami z tego samego okresu. Jak z Toyoty przesiadałem się z powrotem do samochodu z 2.0 TDI od Volkswagena, to miałem wrażenie że jest cicho jak w Rolls-Roysie.
Druga rzecz - jak kilka miesięcy temu przez parking pod firmą przeszedł porządny grad, to w niemieckich samochodach były małe wgniotki. Najgorzej wyglądały samochody Hyundai i Kia - jakby je ktoś stłukł kijem do baseballa. Ale zaraz po Koreańczykach na liście strat były Toyoty. Blacha w tych samochodach jest bardzo cieniutka. Klapka od wlewu paliwa w RAV4 wygięła mi się przypadkowo w rękach przy pierwszym tankowaniu. Równie łatwo ją potem w rękach naprostowałem. Porównałem sobie to potem do konstrukcji klapki wlewu w Passacie. Tam była dużo solidniejsza. To takie drobiazgi, ale kupując japoński samochód (w szczególności Toyotę) możesz mieć pewność, że zaoszczędzono tam na wszystkim tak bardzo. jak to tylko było możliwe. Może nie na niezawodności i nie na kluczowych systemach, ale na wszystkim innym na czym się tylko dało.