Trzeba ich trochę zrozumieć. Nie mają możliwości rzetelnego zbadania każdego takiego zgłoszenia, bo przecież nie tylko zegarkami się handluje na OLX. Odzież, obuwie, biżuteria, kosmetyki, elektronika - wszędzie są podróby.
Nikt w takim OLX, ani nigdzie indziej nie jest w stanie tego ogarnąć. Kto miałby być tam ekspertem i sędzią w takich sprawach i we wszystkich kategoriach produktów? Ilu ekspertów musieliby zatrudniać? Jakie ryzyko pomyłek (i powiązanych z tym konsekwencji finansowych) wchodziłoby wtedy w rachubę?
Gdyby zamykali aukcje po każdym zgłoszeniu, że to podróbka, to dziesiątki, albo setki nastolatków siedziałoby codziennie przy komputerach i zgłaszałoby dla żartu, co tylko popadnie, jako podróbkę. Nikt nie nadążyłby tego weryfikować.
Piszą, że reagują na zgłoszenie podróbki przez producenta. Ta właśnie możliwość mogłaby być drogą do zatamowania fali podróbek na serwisach typu OLX czy Allegro. Gdyby tylko producenci lub upoważnieni przez nich autoryzowani dystrybutorzy wykazali inicjatywę, to oferty z podróbkami udałoby się jeżeli nie całkowicie wytępić, to przynajmniej poważnie ograniczyć. Dla firm, które są dystrybutorami Rolexa, Omegi, Taga, Breitlinga, Panerai, itp... a także Seiko, to nie byłby chyba wielki problem zrzucić się po (powiedzmy) kilkaset PLN miesięcznie, żeby zatrudnić kogoś, kto codziennie przeczesywałby w ich imieniu ogłoszenia i zgłaszał do usunięcia te z podróbkami.
Tylko, czy to na pewno byłoby to działanie w ich interesie? Dzisiaj realna i poważna obawa przed zakupem podróbki napędza klientów do salonów autoryzowanych dystrybutorów i zwiększa obroty na rynku pierwotnym, a to ten rynek jest dla nich najistotniejszy. Gdyby ryzyko związane z zakupem zegarków używanych (i nowych w sumie też) w serwisach aukcyjnych było mniejsze, to autoryzowani dystrybutorzy zyskaliby na tym czy stracili? Gdyby ryzyko zakupu podróbki było niższe, to część osób mogłaby wtedy uznać, że woli kupić taniej używkę w serwisie aukcyjnym, niż dokonać dużo droższego zakupu nowego zegarka w salonie AD.
Dlatego mam wrażenie, że na walce z podróbkami raczej nikomu z dużych graczy na tym rynku tak do końca nie zależy. O czym świadczą funkcjonujące bez przeszkód sklepy internetowe z setkami replik. Panowie z Rolexa lub Omegi i tak doskonale wiedzą, że ludzie kupujący te repliki za 350-450 USD raczej nigdy nie będą klientami na ich oryginalne produkty. A prawdziwi, potencjalni klienci przestraszeni powszechnością podróbek tym grzeczniej pójdą do ich salonów, skreślając często rynek wtórny jako potencjalne źródło zakupu.