Trochę odkopuję temat, i do tego trochę przekornie i ironicznie, ale po obejrzeniu kolekcji zegarków Richard Mille nie mogłem sobie odpuścić. Może też trochę wkładam kij w mrowisko. 🤔
Zegarki Richard Mille zdecydowanie krzyczą o właścicielu, ale dokładnie w sposób odwrotnie proporcjonalny do ceny. To taki rodzaj kamuflażu z gatunku: "pod latarnią jest najciemniej".
Jestem przekonany, że 99,9% populacji patrząc na rękę uzbrojoną w zegarek Richard Mille będzie patrzeć na tę rękę z ledwie ukrywaną pogardą i niesmakiem - oceniając przy okazji właściciela wedle zegarka.
I będzie się cieszyć, że ich stać na porządnego Fossila albo Aztorina i nie muszą nosić takich tanich chińskich zabawek dołączanych pewnie za darmo do płyt DVD z japońskimi
kreskówkami.
Bo czy ktoś przy zdrowych zmysłach mógłby uwierzyć, że te zegarki kosztują setki tysięcy złotych, a często grubo ponad milion? I nie chcę odnosić się do technologii i jakości ich wykonania. Ja tylko twierdzę, że one krzyczą: "Patrz, jestem krzykliwy, tandetny i tani".
Zgaduję, że nie o takie przykłady "zakamuflowanego" drogiego zegarka autorowi wątku chodziło, ale... nie mogłem się powstrzymać 😂
Przepraszam, dopisek. Umknął mi ten wyjątkowy egzemplarz za prawie 4 mln PLN. Przekroczył barierę 2 mln PLN pewnie przez kompas i poziomicę. Spokojnie można go zdjąć z ręki, położyć na ręczniku i pójść się kapać do morza. Nikt go raczej nie ukradnie. Chyba, że jakiś 10-letni miłośnik przygodowych komiksów.