W tym wątku jeszcze nigdy nic nie pisałem, więc na początek: Dzień dobry.
Wczoraj udało mi się odebrać od zegarmistrza kilka starych zegarków, w tym dwa radzieckie vintage. Od dawna już nie działały prawidłowo i popadały w ruinę. W końcu udało się znaleźć zegarmistrza, który ich stan poprawił a nie pogorszył. Stąd też chciałbym się podzielić moją radością z przywrócenia tych nabytków do życia. Jeden z tych zegarków (Cornavin) jest ze mną już od blisko 40 lat i mam go od nowości. Poljot de lux, choć starszy, jest ze mną trochę krócej, bo lat 30, ale nie jestem jego pierwszym właścicielem. Na początku lat dziewięćdziesiątych zegarki mechaniczne jak ten Poljot wymieniano masowo (w stosunku 1:1) na chińskie "elektroniki" w celu zeskrobania złota z koperty. Potem reszta szła na złom. Uratowałem ten zegarek przed takim losem przelicytowując handlarza na bazarze. Już wtedy, jako nastolatka urzekła mnie jego bauhausowa uroda.
Cornavin
Poljot de lux automat
A na koniec jeszcze obydwa razem w towarzystwie Atlanica Worldmastera w wersji skandynawskiej. Moja vintage'owa trójca.