-
Liczba zawartości
2448 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Autor1984
-
Patrząc na to w szerszej perspektywie, ogólnie rzecz biorąc SIGi są znacznie droższe. Dla mnie porównanie VW z HK jest zasadne, bo dla przykładu HK MP5 to taki Passat B5.
-
HK to bardziej VW. SIG to Mercedes Mi też raz się przyciął.
-
Było kupić OR.
-
Użytkowałem B5 Diesla przez 4 lata - żadnych problemów. Ale... Jestem człowiekiem dociekliwym i zadaję często dużo pytań. Więc na podstawie uzyskanych informacji, mogę napisać tylko tyle, że zależy jak trafisz. Są to już jednostki nieprodukowane - więc trzeba to mieć na uwadze. Mój miał nalot niewielki w granicach 60kkm więc w sumie dziwne, aby coś się w nim działo. Silnik "oszczędny" w porównaniu do B5, którą odebrałem w maju/czerwcu, która już jest jednostką benzynową. Różnica w spalaniu przy tej budzie to 30%-40%. B5 Diesel ma dobrą dynamikę i nie brakuje mu momentu. W zależności w czym ma być upchane to B5 - jeżeli nie oczekujesz wrażeń z jazdy - będziesz raczej zadowolony. Oleju nie bierze w ogóle, w zasadzie przy jeździe miejskiej go "produkuje" EDIT! Jedyne co zauważyłem, to po jakimś czasie zaczął przy odpalaniu trochę "świszczeć". Nie wiem, czy to nagromadzona wilgoć powodowała - bo nie garażowałem, czy problem był głębszy. Z tego co wiem, po uruchomieniu - włącza się wiele odbiorników w aucie, a przez to zwiększa się obciążenie instalacji elektrycznej i sterownik musi podnieść obroty, aby podładować ako. Zwiększone zapotrzebowanie na prąd może początkowo powodować delikatny uślizg paska. Nic strasznego. Na serwisie nigdy nie stwierdzono żadnych anomalii. Więc pewnie powyższe miałoby swoje uzasadnienie, a że Volvo trochę jest naszpikowane gadżetami - to takie coś odnotowałem w trakcie swojej eksploatacji B5MHEV Diesel.
-
To jest dobra broń i w bardzo przyzwoitych cenach. Zwalniacz nie może chodzić jak spust, paluchy się przyzwyczają. Nie wydaje mi się, aby wyjątkowo ciężko chodził. Na zdjęciu centralnie umieszczona jest dźwignia do rozkładania, a zwalniacz w SFP masz dwustronny(krótsze i dłuższe ramię). Przyzwyczaisz się, ogólnie powinno być tak, że go normalnie zrzucasz kciukiem bez większego wysiłku, ale to też wymaga przyzwyczajenia i trochę siły w kciuku.
-
Pistoleciki 😆 Pamiętacie Old Painless z Predatora? Jako że broń od zawsze była nierozerwalnie związana z kinem akcji, opowiem Wam pewną ciekawostkę, którą być może znaliście… a może jednak nie. Minigun M134, który Blain(Jesse Ventura) trzymał w filmie, był prawdziwy. To ta sama broń, którą normalnie montowano na helikopterach i pojazdach, a nie noszono w rękach jak zwykłego karabinka. Ekipa nazwała ją ironicznie "Old painless" - choć każdy wiedział, że to nazwa z gatunku wojskowego humoru. I tutaj zaczyna się prawdziwa magia kulis. W rzeczywistości M134 obracał lufy tak szybko, że kamera filmowa nie była w stanie tego zarejestrować. Na ekranie widzielibyśmy jedynie rozmyty krążek bez dynamiki. John McTiernan, reżyser "Predatora", wiedział jednak, że widz musi zobaczyć moc tego potwora. Dlatego poprosił specjalistów, żeby spowolnili obroty. To rzecz, której normalnie się z takim sprzętem nie robi. W efekcie kamera w końcu uchwyciła efektowny, czytelny ruch luf. Co więcej, ślepaki zaczęły działać stabilnie, bo przy prawdziwej prędkości obrotowej minigun po prostu by się zacinał. A dział dźwiękowy zyskał solidną podstawę do stworzenia tego kultowego "śmigłowcowego wrrrrrrrrrrryt"(mi przypomina dźwięk KA52 Alligator/MI 24). W przypadku realnego M134 słychać raczej mechaniczny, szybki terkot, a nie filmową "mielarkę". Spowolnienie pracy M134 pozwoliło więc dopasować dźwięk do tego, co widzowie widzieli na ekranie. Dzięki temu wszystkiemu scena z "Old Painless" przeszła do historii. To idealny przykład, jak prawdziwa broń, filmowa iluzja i trochę sprytnej techniki potrafiły stworzyć jedną z najbardziej pamiętnych sekwencji akcji lat 80. Przynajmniej ja dobrze zakodowałem sobie to w głowie Edit: Spowolniono do ok. 1200obr.
-
Duży powiadasz? Mam coś
-
Ja tak samo - latami używałem w różnych pojazdach. Aż w końcu mi przeszło.
-
Od kiedy Nokian uciekł z Rosji, a otworzył m.in. fabrykę w Rumunii to ja odniosłem osobiste wrażenie, że się trochę popsuło...
-
Bądźmy poważni. Nikt tego już nie chce. A wydaje mi się, że tu nie o tarczę chodzi.
-
Michelin Pilot Alpin 5 czy Linglong Grip Master Winter? Zresztą nieważne - to jedynie 25%. Mariusz wybacz - musiałem
-
Będę ostrożny. Najwyżej się odmucha
-
Dokładnie, jak spadnie drożdżówka i się umorusa w błocie to nikt płakać nie będzie. Ale jak cennym zegarkiem zaiwani się w futrynę trwale uszkadzając kopertę - to już inaczej boli.
-
Adam opisujesz drogę prawdziwego wojownika. Nierealne. Sam wiesz, że nie wytrzyma😆 Bo jak na sucho?? Przecież ogórem nie będzie pracował. A na strzelnicy straciłby majątek za nim się zastanowi i dojdzie do punktu, w którym stwierdzi "wiem już czego chcę". Nie ma takiej opcji. Podoba mi się to co opisałeś. Taka "operatorska" gadka, która wynika z doświadczenia. Przy drugiej, trzeciej - tak. A pierwsza klamka... Zawsze jest trochę "stracona". Dojdą jeszcze cyrki z kaburą
-
Dokładnie, @Piotr Piątkowskiokreśl sobie kwotę, a później cel. EDIT! Kiedy już to ustalisz, nie kupuj tylko dlatego, że ktoś Ci coś doradził. Pistolet musi Ci pasować w każdym aspekcie - od ergonomii i pracy spustu, przez samo wrażenie trzymania, po kwestie wizualne i ewentualnie to, czy jest np optic ready. Najlepiej po prostu odwiedzić strzelnicę, gdzie mają różne modele i sprawdzić kilka z nich w praktyce.
-
Pozwolę sobie spojrzeć na tę kwestię nieco szerzej i z dłuższej perspektywy. Od co najmniej dwóch dekad, niezależnie od tego, czy kupujemy zegarek za 200-300zł, laptop za kilka tysięcy czy samochód za kilkaset tysięcy złotych, wszyscy funkcjonujemy w tym samym globalnym ekosystemie produkcyjnym, w którym Chińska Republika Ludowa odgrywa rolę absolutnie centralną. Ryzyko związane z miejscem wytwarzania nie jest już sektorowe ani cenowe; ma charakter systemowy i dotyczy wszystkich uczestników rynku w jednakowym stopniu - Ciebie, mnie i innych. Zdecydowana większość współczesnej elektroniki użytkowej, sprzętu RTV i AGD oraz znaczna część komponentów, a nawet kompletnych pojazdów motoryzacyjnych, powstaje dziś w chińskich parkach przemysłowych o bardzo wysokim stopniu automatyzacji. Zhengzhou, nazywane potocznie "iPhone City", jest jednym z największych klastrów produkcyjnych na świecie, zatrudniającym w szczycie ponad milion osób. Tam powstaje główna część globalnej produkcji Apple, ale także znacząca liczba laptopów marek amerykańskich i europejskich. W motoryzacji Toyota RAV4 przeznaczona na rynek chiński opuszcza linie GAC-Toyota i FAW-Toyota pracujące zgodnie z identycznymi standardami Toyota Production System jak zakłady w Japonii, Stanach Zjednoczonych czy Europie. Podobnie wygląda sytuacja wśród producentów europejskich. Modele Volvo EX30 i EX90, Polestar, wybrane serie BMW oraz przyszłe generacje Mini powstają lub będą powstawać w Chinach przy zachowaniu tych samych norm jakościowych, które obowiązują w Goteborgu, Dingolfing czy Oxfordzie(fabryka MIni). Globalny łańcuch dostaw przestał być prostą mapą zależności geograficznych; obecnie jest to system rozproszony, w którym o jakości decyduje projekt, specyfikacja i kontrola procesu, a nie adres fabryki. W tym kontekście szczególne traktowanie zegarków za 200-500 zł jako produktu obarczonego większym ryzykiem nie znajduje już racjonalnego uzasadnienia... Zrozumiałe jest, że modele będące jawnymi kopiami wzorów Rolexa czy Omegi mogą budzić estetyczny i etyczny niesmak, ponieważ nie opierają się na własnej myśli technicznej. Równocześnie jednak w Chinach dynamicznie rozwija się samodzielny przemysł zegarmistrzowski, który tworzy projekty autorskie, oparte na własnych rozwiązaniach konstrukcyjnych i produkcyjnych. Przykładem są manufaktury dysponujące własnymi mechanizmami, w tym tourbillonami, chronografami czy komplikacjami wysokiego stopnia, a także marki, które zdobywają prestiżowe nagrody za wzornictwo i innowacje(Seagull.BWF, Cigadesign). Nie ma żadnego technicznego powodu, by zakładać, że zegarek wyprodukowany w Shenzhen czy Dongguan musi jakościowo ustępować temu wytworzonemu w La Chaux-de-Fonds, Biel czy Tokio. Współczesna jakość jest funkcją technologii, rygoru kontroli i ambicji producenta. Od drugiej połowy ubiegłej dekady obserwuję wyraźny jakościowy skok w chińskiej myśli technicznej. Chińskie firmy zatrudniają projektantów i inżynierów z najwyższej półki, wywodzących się z czołowych marek m.in europejskich. Rezultaty tej strategii są już dziś widoczne. Podsumowując, od wielu lat wszyscy dzielimy dokładnie ten sam koszyk ryzyka związanego z produkcją w Chinach, niezależnie od tego, czy mówimy o iPhonie, Volvo EX30 czy zegarku za 300 zł. Miejsce produkcji przestało być wiarygodnym wyznacznikiem jakości. Decyduje o niej projekt, technologia oraz konsekwencja producenta w egzekwowaniu standardów. Współczesna geograficzna "chińskość" mówi coraz mniej o realnej wartości produktu, a stereotypy z lat dziewięćdziesiątych i wczesnych dwutysięcznych nie mają już pokrycia w rzeczywistości.
-
Kulinaria, co jeść, jak to zrobić.....? :)
Autor1984 odpowiedział Master Yoda → na temat → PO GODZINACH
Uwielbiam miecznika, rybka w sumie jak tuńczyk, ale nie "jedzie" tak od niego -
Jakub patrząc na ostatni wynik zawodów, nie dziwię się, że szukasz i chcesz testować BTHP - kiedy ma się już maksimum. Trzeba szlifować każdą krawędź diamentu. Życzę samych sukcesów w zawodach. Ja mam coraz mniej czasu na wszystko: cwiczenia, Rodzinę, hobby. Co do pocisków - wiadomo 5,56 musi być w przewadze; to oczywiste jak fakt, że Szymonowi łatwiej tłuc armalitem do celu, aniżeli krótką. Jak się zaczęło na dobre, ja nie chciałem być w sytuacji, że może dojść do braków. Więc jak wchodziłem - to pytałem: - ile mają. - Tyle, - dawać mi tu wszystko.
-
Nie wiem - musiałbym policzyć. Konkretniejsze gromadzenie zaczęło się jak wybuchła pełnoskalowa wojna na Ukrainie. Pewnie też spostrzegłeś, że zaczęło drożeć i były braki. 12 000 - pewnie różnego kalibru? U mnie podzielone na trzy: 9, 5,56, 7,62. Nie chce mi się liczyć tego - musiałbym rachunki odnaleźć.
-
To normalne.
-
Wiesz bywa różnie - jak jesteś u znajomych to luz. Ale jak idziesz "gdzieś tam" z kumplem pogadać o biznesie - to potrzebne Ci gumowe ucho? Naturalnie można porozmawiać gdziekolwiek, ale urozmaicanie jest przyjemne. Na razie zdaj patent i otrzymaj licencję Poźniej się dowiaduj o prowadzącego.
-
W największym skrócie odpowiadasz za organizację i bezpieczeństwo strzelania. Szafy kup większe i mniejsze, albo konkretną. Chociaż moim zdaniem - lepiej sobie rozłożyć. Ja np mam tyle amunicji, że jakby jeb*o to Polska wystrzeliła by pierwszą bezzałogową misję na księżyc. Ale przydaje się, bo jak chcesz opanować, to pestki lecą jak woda z kranu. Mam mniejsze na krótką i większe na długą. Prowadzący daje również możliwość nieangażowania pracownika strzelnicy, choć bywa z tym różnie.
-
Wszystko Ci wytłumaczą. Z czasem zrób sobie prowadzącego. Biznesowo może Ci się przydać.
-
Od razu pomyślałem o "Kapuśniaczku"
-
3 lata przepracowane za dzieciaka w wypożyczalni robią swoje Tomku
