Rolex robi na pewno świetne zegarki, ale trzeba uczciwie powiedzieć jedno: to marka skrajnie konserwatywna. Zmiany wprowadzają bardzo rzadko i zwykle są to delikatne korekty: nowy kaliber, lekko zmieniona koperta, inny kolor tarczy, minimalne różnice w proporcjach. Submariner od dekad wygląda praktycznie tak samo, a największą zmianą ostatnich lat było wprowadzenie ceramiki i przeskok na 41 mm. To król stabilności, a nie król rozwoju.
Omega natomiast działa zupełnie inaczej, jeśli chodzi o pełną paletę modeli i tempo zmian. W samym Seamasterze jest Diver, Planet Ocean, Ultra Deep, PloProf i Aqua Terra, a każda z tych linii regularnie przechodzi realne, konstrukcyjne aktualizacje, a nie tylko kosmetyczne poprawki. Do tego dochodzą szeroko rozbudowane Speedmastery, Constellation, De Ville oraz projekty bardziej eksperymentalne. Omega po prostu oferuje większą różnorodność i wprowadza odważniejsze zmiany w krótszych odstępach czasu.
Najlepszym włąsnie przykładem jest najnowsza, 4 generacja PO: całkowicie przeprojektowana koperta, cieńszy profil, nowa bransoleta, usunięcie zaworu helu, inna architektura wewnętrzna i odświeżona estetyka całej linii. To nie jest lifting, tylko pełny redesign. Na tle tego, co Rolex zwykle nazywa nowościami, różnica w odwadze projektowej jest ogromna.
Dlatego jeśli rozmawiamy o pełnej ofercie i realnym rozwoju stylistycznym marek, Omega wyprzedza Rolka o dwie długości. Rolex robi legendy, ale Omega te legendy regularnie rozwija i aktualizuje. Sub może być ikoną, ale przy tempie zmian w Omedze pozostaje mu tylko oglądać ich plecy.
A co do tego obrazka z rzekomą nową, piątą generacją Planet Oceana wyglądającą jak Sub - to jest kiepski żart. Jeśli jedna marka wygląda praktycznie tak samo od kilkudziesięciu lat, a druga regularnie przeprojektowuje całe linie, to chyba jasne, kto ewentualnie mógłby kopiować kogo.